2026/09/30

4-letni Kostek trafił do szpitala z bólem głowy i wymiotami. Teraz okoliczności jego śmierci bada prokuratura

 Prokuratura sprawdza, czy śmierć kilkuletniego Kostka mogła mieć związek z decyzjami podjętymi w Szpitalu wWjewódzkim w Gdańsku. Rodzice chłopca twierdzą, że lekarze zbyt późno zareagowali na objawy wskazujące na problem z zastawką odprowadzającą płyn mózgowo-rdzeniowy.

Małgorzata i Łukasz zgłosili sprawę organom ścigania jeszcze wtedy, gdy ich syn żył, a jego funkcje życiowe były podtrzymywane dzięki aparaturze. W ich ocenie doszło do błędu lekarskiego, który doprowadził do śmierci dziecka. Postępowanie w sprawie prowadzą aktualnie śledczy z Gdańska.
"Prokuratura wszczęła postępowanie w kierunku ustalenia, czy doszło do narażenia pacjenta na niebezpieczeństwo, czy też nieumyślnego spowodowania jego śmierci" — informuje w oświadczeniu cytowanym przez trójmiejską Wyborczą mec. Weronika Bielkuńska, pełnomocniczka rodziców Konstantego. Adwokat podkreśla, że sprawa wymaga ustalenia, czy dziecko otrzymało pomoc w czasie i w sposób odpowiadający jego stanowi.

Jeszcze bez odpowiedzi na pytania

Do spółki Copernicus, która zarządza szpitalem wojewódzkim w Gdańsku, trafiły pytania dotyczące m.in. diagnoz, procedur i reakcji lekarzy na objawy u Kostka. Odpowiedzi na te kwestie nie przekazano. Rzeczniczka prasowa spółki Copernicus Katarzyna Brożek poinformowała jedynie, że do spółki nie wpłynęła skarga dotycząca pacjenta.Brożek wskazała także, że spółka nie może udostępniać informacji o stanie zdrowia pacjenta ani dokumentacji osobom bez upoważnienia. Odesłała przy tym do przepisów, w tym do Ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta z 6 listopada 2008 r. Rodzice utrzymują jednak, że od początku alarmowali personel, iż z zastawką dzieje się coś nieprawidłowego.

Udar czwartego stopnia

Kostek miał cztery i pół roku. Chodził do publicznego przedszkola na gdańskiej Zaspie, korzystał z wózka inwalidzkiego i był rehabilitowany. Nauczycielki oceniały jego rozwój na trzy lata, a rodzice podkreślają, że mimo ograniczeń robił postępy.Problemy zaczęły się jeszcze przed jego narodzinami. Lekarze ustalili później, że cztery dni przed porodem doszło do wylewu krwi do mózgu. Chłopiec doznał udaru czwartego stopnia, który objął prawą półkulę mózgu.

Zastawka po wodogłowiu pokrwotocznym

Po urodzeniu Kostek spędził pierwszy miesiąc na OIOM-ie szpitala św. Wojciecha na Zaspie. Wystąpiło u niego wodogłowie pokrwotoczne. Następnie trafił do szpitala wojewódzkiego im. Mikołaja Kopernika w Gdańsku.Najpierw lekarze założyli mu zbiornik Rickhama, a później zastawkę komorowo-otrzewnową Pudenza. Gdy miał trzy lata, otrzymał nową zastawkę programowalną, która regulowała ciśnienie niezależnie od pozycji dziecka. Od czasu rozpoznania lewostronnego mózgowego porażenia dziecięcego pozostawał pod opieką chirurga dziecięcego z Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku.

Krytyczna noc

Niepokojące objawy pojawiły się w nocy 29 lipca. Kostek wymiotował i skarżył się na silny ból głowy. Rodzice uznali, że problem może dotyczyć ciśnienia w głowie i działania zastawki.
Po godz. 8 rano rodzice przyjechali z nim na SOR szpitala wojewódzkiego. Chłopca badała lekarka rezydent chirurgii i urologii dzieci. Według relacji rodziców po naciśnięciu zbiorniczka zastawki balonik nie wypełniał się ponownie płynem.
Lekarka zleciła sprawdzenie grupy krwi, bo — jak opisują rodzice — brała pod uwagę możliwość operacji. Kostek dostał leki przeciwwymiotne i przeciwbólowe. Wykonano tomografię komputerową oraz USG, a dziecko było do tych badań usypiane.

Hospitalizacja na oddziale gastroenterologii

O godz. 17.00, po kilku godzinach pobytu w szpitalu, Kostka zbadał młody neurochirurg. Rodzice relacjonują, że uznał wynik TK za prawidłowy i nie znalazł podstaw do leczenia neurochirurgicznego. Chłopiec nie trafił na oddział neurochirurgii.Wieczorem Kostka przejęła lekarka pediatra z kolejnej zmiany. Zaproponowała przyjęcie na pediatrię, a chłopiec trafił na oddział gastroenterologii, bo tam było miejsce. Rodzice mówią, że ból i wymioty wróciły, gdy przestały działać wcześniejsze leki.

Kostek w coraz cięższym stanie

W czwartek, 30 lipca, stan dziecka pogarszał się. Małgorzata korespondowała z lekarzem prowadzącym syna z Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku, który zapowiadał starania o przeniesienie pacjenta do swojej kliniki. Rano na oddział przyszedł ordynator — pediatra gastroenterolog.
Ordynator wysłał płytę z badaniem TK do lekarza z UCK. Klinika poprosiła o zbadanie płynu mózgowo-rdzeniowego, ponieważ jego czystość miała znaczenie dla ewentualnego transportu. Lekarze zlecili też kolejne badania: USG, TK i rezonans.

Serce Kostka zatrzymało się

Około południa lekarze próbowali pobrać płyn mózgowo-rdzeniowy. Według relacji matki ordynator chirurgii stwierdził, że nie może go pobrać ze zbiornika, bo balonik jest zapadnięty. Następnie dziecko przewieziono windą do szpitalnych piwnic na badanie TK.
Podczas transportu aparatura zaczęła alarmować, że doszło do zatrzymania akcji serca dziecka. Po reanimacji Kostek trafił na salę intensywnej terapii, a rodzice usłyszeli, że tętno jest podtrzymywane sztucznie.

Dwie operacje

Kolejne TK wykazało obrzęk mózgu oraz tzw. wgłobienie. Z dokumentacji medycznej wynika, że silny wzrost ciśnienia wewnątrz czaszki spowodował przemieszczenie części mózgu w kierunku rdzenia. Rodzice twierdzą, że dopiero wtedy zapadła decyzja o operacji.Pierwszy zabieg przeprowadzono o godz. 18. Nie przyniósł efektu, bo nie udało się trafić z nawierceniem w odpowiednią komorę. Po czterech godzinach zespół neurochirurgów wykonał kolejną operację, tym razem przy zastawce.

Należało od razu wymienić zastawkę?

W piątek, 31 lipca, szpital rozpoczął formalne badania zmierzające do potwierdzenia śmierci pnia mózgu. Procedura wymagała odczekania co najmniej doby przed ostatecznym odłączeniem aparatury. W jej trakcie sprawdza się m.in. przepływ krwi w tętnicach wewnątrzczaszkowych oraz reakcję pacjenta na chwilowe odłączenie od urządzeń.
Lekarze stwierdzili śmierć Kostka w sobotę, 1 sierpnia. W dokumentacji medycznej zapisano godz. 18.41. Tego samego dnia policja zabezpieczyła dokumentację medyczną.
Również w sobotę Małgorzata i Łukasz spotkali się z lekarzem z UCK prowadzącym Kostka. Według ich relacji usłyszeli, że już na pierwszych zdjęciach z tomografu, wykonanych w środę i przekazanych lekarzowi w czwartek, było widać wklęsły balonik zastawki. Rodzice uważają, że od razu należało wymienić zastawkę.Małgorzata i Łukasz mówią, że liczyli się z najgorszym scenariuszem, bo Kostek był ciężko chory. Nie zgadzają się jednak z tym, w jaki sposób doszło do jego śmierci. Zarzucają części personelu, że nie słuchała ich uwag i nie potraktowała poważnie ich obserwacji dotyczących zastawki.
Pełnomocniczka rodziców wskazuje, że na tym etapie nie przesądza się odpowiedzialności konkretnych osób. Oczekuje jednak, że organy ścigania wyjaśnią wszystkie okoliczności pobytu Kostka w szpitalu. Pierwsze przesłuchania personelu medycznego zaplanowano na koniec września.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz