2026/09/25

Zgwałcili kobietę, a płaczącego dwulatka wyrzucili za burtę. Druzgocąca relacja ratownika

 Hiszpańska policja bada okoliczności tragicznego rejsu z Maroka na Lanzarote. Zatrzymano trzech mężczyzn podejrzanych o napaść na pokładzie, a ratownicy ujawniają szokujące losy pasażerów.

Pasażerowie gumoweo pontonu przez pięć dni dryfowali po oceanie. Kobieta zgłosiła atak, gdy tylko dotarli na ląd. Relacje ocalałych oraz hiszpańskich służb obngażają nieludzkie realia, w jakich odbywają się przeprawy na Wyspy Kanaryjskie.Osiemdziesiąt dwie osoby upchnięte na gumowym pontonie wyruszyły z marokańskiego Tan-Tan. Pod koniec pięciodniowej przeprawy pasażerom całkowicie skończyły się zapasy wody. 16 września, ok. 142 kilometry od stolicy Lanzarote, Arrecife, hiszpańska straż przybrzeżna przechwyciła dryfującą jednostkę.

Po zejściu na ląd, ocalała z rejsu kobieta poinformowała służby, że podczas podróży padła ofiarą napaści na tle seksualnym ze strony kilku mężczyzn. Rzecznik hiszpańskiej policji przekazał: "Z uwagi na jej zły stan zdrowia, natychmiast uruchomiono pomoc medyczną, a następnie objęto ją specjalistyczną opieką jako ofiarę w pomieszczeniach policyjnych".Funkcjonariusze z Arrecife aresztowali trzech mężczyzn w wieku 21, 25 i 30 lat pod zarzutem wielokrotnej napaści. Narodowość podejrzanych pozostaje niejawna. Sprawę uwiarygadniają zeznania innego pasażera z tej samej łodzi, który zadeklarował policji, że na własne oczy widział to zdarzenie. To jednak zaledwie fragment zbrodni popełnionej na Atlantyku.Szef Konsorcjum Służb Ratunkowych Lanzarote, Enrique Espinosa, podczas wywiadu dla Cronicas Radio zrzucił zasłonę milczenia z innych dramatycznych incydentów. Zapytany, czy widział coś równie strasznego jak wspomniany gwałt, ratownik opowiedział o losie pewnego dwulatka.

— Są jeszcze straszniejsze rzeczy niż to. Na łodzi wyrzucili do wody dwuletnie dziecko, które płakało z matką. To są straszne rzeczy — wyznał na antenie.

Espinosa, który w ratownictwie przepracował blisko 15 lat, ujawnił, że na przepełnionych jednostkach obowiązuje bezlitosna hierarchia dyktowana przez organizatorów procederu. — Są pasażerowie pierwszej i drugiej klasy. Ci z drugiej klasy idą pod pokład, a ci z pierwszej siadają na nich — wyjaśnił ratownik, dowodząc całkowitego braku humanitaryzmu ze strony sprawców.Podczas akcji ratunkowej z 16 września załoga statku Salvamar Al Nair wyłowiła z wody trzy ciała. Z relacji ocalałych przekazanych władzom w Arrecife wynika, że kolejnych 10 osób wypadło za burtę jeszcze w trakcie oceanicznej podróży.Organizacje pozarządowe udzielające wsparcia na brzegu alarmują, że bilans zaginionych może wynosić nawet 14 osób, co podniosłoby łączną liczbę ofiar śmiertelnych tego jednego rejsu do 17.

Świadkowie donoszą, że panika wybuchła również w trakcie samej interwencji służb. Gdy statki hiszpańskiej straży przybrzeżnej próbowały udzielić pomocy pasażerom pontonu, część przerażonych ludzi rzuciła się prosto do morza. Tylko w ciągu kilkudziesięciu godzin hiszpańskie służby w pobliżu Lanzarote przejęły łącznie cztery przepełnione łodzie, z których uratowano 262 osoby.Zbrodnie na szlaku migracyjnym do Hiszpanii powtarzają się regularnie. We wrześniu poprzedniego roku hiszpańskie władze badały doniesienia o podwójnym gwałcie na dwojgu nieletnich w trakcie rejsu na Ibizę.

Jeszcze bardziej brutalny finał miała przeprawa do Gran Canarii. Gdy w przepełnionej łodzi typu cayuco zepsuł się silnik i zabrakło żywności, przemytnicy oskarżyli część podróżujących o czary. Z relacji 248 ocalałych świadków wynikało, że ponad 50 osób poddano torturom, pobito, postrzelono i ostatecznie wyrzucono za burtę. Policja zatrzymała wówczas 19 mężczyzn pod zarzutami zabójstw, uszkodzeń ciała, tortur oraz przemytu ludzi. Skala procederu rośnie, a ratownik Enrique Espinosa apeluje: "Trzeba położyć kres temu całemu przemytowi".


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz