– Wracałam ze sklepu, było kilka minut po godz. 19.00. Na klatce schodowej naszego bloku przy ul. Łącznej 5 zauważyłam, że biega mały chłopczyk. Nie było z nim kontaktu, pytałam jak się nazywa, gdzie jest jego mama, tata, ale on się nie odzywał, tylko krzyczał wydając z siebie dziwne dźwięki – opowiada Ewa Kowalska. – Chłopczyk był roztrzęsiony, w pewnym momencie klęknął, uderzył głową o ziemię, potem wstał i bił rączkami po głowie. Na przemian krzyczał, śmiał się i płakał. Jego zachowanie było bardzo dziwne. Nieoficjalnie udało się nam dowiedzieć, że chłopiec ma na imię Dominik i jest autystykiem Córka pani Ewy próbowała go zająć, przyniosła mu maskotkę. – Jak mnie zobaczył uśmiechnął się, chciał mi wejść na ręce, przyniosłam z domu pluszaka truskawkę i to go zainteresowało. Wydawało się, że mnie polubił – mówi Oliwia Kowalska.
– Daliśmy mu pić i jeść. On wszystko wąchał nim skosztował. Nie chciał soku, tylko wodę wypił. Mąż mu przyniósł kanapkę z szynką, chleb rzucił na ziemię, a szynkę zjadł – dodaje pani Ewa. – Miał takiego zielonego balonika, którego ssał i wyrzucał. Potem go szukał, gdy znalazł na chwilkę się uspokajał.
Mały chłopczyk był bardzo roztrzęsiony i pobudzony. Wyraźnie szukał swoich opiekunów. Niewykluczone, że Ewa Kowalska ich widziała.
– Wychodząc do sklepu zauważyłam mężczyznę, który wybiegł z klatki. Mógł mieć ok. 25-27 lat i dziwnie się zachowywał. Potem podbiegł z powrotem pod blok i wykonywał gesty, jakby pokazywał komuś wysiadającemu z windy że ma się pospieszyć. Wtedy wybiegła z naszego bloku kobieta i razem uciekli w stronę tramwaju. Może to byli rodzice tego chłopca – zastanawia się pani Ewa.
Mężczyzna był w ortalionowym dresie w pasy w kolorze żółto-brązowo-czarnym. Spodnie miał czarne. Był wysoki i szczupły, wzrostu ok. 180 cm. Kobieta, która wybiegła z bloku, miała ok. 170 cm wzrostu, włosy w kolorze ciemny blond i okulary.
Dziecko trafiło do placówki opiekuńczej w Katowicach przy ul. Kaszubskiej. Nadal jest bardzo niespokojne. W chwili znalezienia maluszek miał czapkę w czarno-szare paski, niebieską kurtkę puchową, granatowe spodnie dresowe z wizerunkiem „Myszki Mickey”, brązowo-czarne zimowe buty zapinane na tzw. rzepy. – Chłopiec wygląda na około 3 lata. W chwili odnalezienia był on bardzo pobudzony, ale nie udało się z nim nawiązać kontaktu – mówi Faktowi Paweł Warchoł, rzecznik katowickiej policji.
To nie pierwsze porzucenie dziecka na Śląsku. W marcu 2016 r. w kościele w Katowicach znaleziono 6-miesięcznego Alanka, dzień później w parafii w Katowicach jego 1,5-rocznego brata Patryka. Przy nich była kartka z napisem „zaopiekujcie się nimi”. Szybko okazało się, że to 25-letnia matka porzuciła swoje dzieci. Zrobiła to ponoć z braku środków do życia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz