2018/04/22

Dowcipy bez cenzury - poprawiacz nastroju

                                             Kolega z klasy powiedział Jasiowi, że wymyślił dobry sposób na szantażowanie dorosłych:
- Mówisz tylko "Znam całą prawdę" i każdy dorosły głupieje, bo na pewno ma jakąś tajemnicę, której nie chciałby ujawnić...
Podekscytowany Jasio postanowił wypróbować świeżo zdobytą wiedzę w domu. Podszedł do mamy, powiedział:
- Znam całą prawdę i... dostał 50 złotych, z przykazaniem, żeby nic nie mówił ojcu.
Zachwycony pobiegł szybko do ojca, powiedział:
- Znam całą prawdę i... dostał 100 złotych - z zastrzeżeniem, żeby nic nie powiedział matce.
Rozochocony Jaś postanowił więc wypróbować nową metodę również na kimś spoza rodziny. Nadarzyła się okazja, kiedy listonosz przyniósł pocztę.
- Znam całą prawdę! - powiedział z szelmowskim uśmiechem Jasio.
Listonosz pobladł, poczerwieniał, rzucił listy na ziemię, rozłożył ramiona i wzruszonym głosem wyszeptał:
- W takim razie uściskaj tatusia...
                       
Po kilku nocach panna młoda skarży się matce:
- Wiesz mamo już kilka nocy śpimy razem i nic, jeszcze się nie kochaliśmy.
- Ależ córeczko, może jest zestresowany?
- Ale mamo on tylko książkę czyta i wcale nie zwraca na mnie uwagi.
- Wiesz córeczko, skoro on nie zwraca uwagi to może ja się położę zamiast ciebie i sprawdzę o co chodzi.
I tak zrobiły. Maż w łóżku czyta książkę, teściowa się kładzie i leży, nagle mąż wsuwa rękę pod kołdrę i w majteczki zaczyna rękę wkładać. Wyskoczyła teściowa z łóżka i do córeczki:
- Ależ kochanie, chwile leżałam i zaczął się do mnie dobierać!
- Tak, tak... palec zmoczy, kartkę przewróci i dalej czyta...


Facet spędza popołudnie u kochanki. Niespodziewanie do domu wraca mąż. Kochanka szybko bierze worek ze śmieciami, daje stojącemu w drzwiach mężowi i mówi:
- kochanie proszę cię wynieś śmieci.
Facet w tym czasie wymknął się niepostrzeżenie, a idąc w drodze do domu myśli o swojej kochance w samych superlatywach: ta moja kochanka jest inteligentna, sprytna, ale ona to wymyśliła.
Wchodzi do domu, a tu żona daje mu worek ze śmieciami i mówi:
- kochanie proszę cię wynieś śmieci.
Facet nic nie mówiąc bierze worek, idzie w kierunku śmietnika i mruczy do siebie pod nosem: kurwa mać, cały dzień w domu siedzi i nawet nie może śmieci wynieść.


- Słyszałeś? szef zmarł...
- Tak... i cały czas się zastanawiam kto jeszcze...
- Jak to "kto jeszcze"?
- No tak, w nekrologu było "wraz z nim odszedł jeden z naszych najlepszych pracowników".


Siedemnastoletnia Kasia mówi do rodziców:
- Jestem w ciąży...
Matka rwie włosy z głowy, ojciec łapie za flachę z barku i leje duszkiem w gardło.
- Czy ty wiesz chociaż z kim??
- Wiem, zaraz do niego zadzwonię...
Po pól godzinie pod dom podjeżdża Lamborghini Diablo, wysiada z niego facet pod 40, wita się z nimi i mówi:
- Wiem, że państwa córka jest w ciąży, lecz moja sytuacja rodzinna nie pozwala mi ożenić się z nią, ale proponuje układ: jeżeli urodzi się dziewczynka, podaruje jej piękna wille ze służbą, kilka samochodów i wpłacę milion na konto. Jeżeli urodzi się chłopiec, zrobię go udziałowcem w moich fabrykach. Natomiast jeżeli państwa córka poroni, nie daj Boże...
Tu wtrąca się ojciec:
- Masz tu klucze do naszego domu, przelecisz ją jeszcze raz!!


- Ile będzie kosztował przelot pana samolocikiem do Edynburga? - pyta szkockie małżeństwo.
- Mogę was przewieźć za darmo, jeśli podczas lotu nie powiecie ani słowa!
Już po wylądowaniu pilot, który w czasie lotu wykonywał różne karkołomne akrobacje gratuluje Szkotowi:
- No, muszę przyznać, że jeszcze żadnemu z moich pasażerów nie udało się zachować milczenia w czasie lotu!
- A wie pan - przyznaje Szkot - w pewnym momencie chciałem krzyknąć!
- W jakim?
- Kiedy moja żona wypadła z samolotu!


Spotykają się koledzy w pracy i jeden się pyta:
- Ty co masz takie podbite oko?
- A, żona mnie wczoraj uderzyła kurczakiem.
- Kurczakiem? I od tego takie limo, przecież kurczak jest miękki?
- Tak, ale ten był taki zmrożony z lodówki.
- A za co cię żona tak pieprznęła?
- Bo wiesz schyliła się do lodówki i tak jej się spódnica podniosła i normalnie nie wytrzymałem i dawaj ją od tylca.
- To co, ta twoja żona jakaś chora, nie lubi od tyłu?
- Lubi, ale nie w supermarkecie...


Idzie Jasio z tatą ulicą. Nagle tata potknął się i powiedział - kurwa. Jasio się pyta:
- Tato, co powiedziałeś?
- Nic takiego. Powiedziałem kurwuś.
- Aha. A co to są kurwusie?
- No... takie zwierzątka...
- A jak one wyglądają?
- No... mają nóżki i rączki...
- A jak nazywają się dzieci kurwusiów?
- E... no, kurwusiątka.
- A jak one wyglądają?
- No... też mają nóżki i rączki
- A czym się one żywią?
Tata Jasia nie wytrzymuje tego wszystkiego i mówi:
- KURWA!!! Powiedziałem KURWA!!!


Pani narysowała na tablicy jabłko i zawraca się do klasy z pytaniem:
- Dzieci, powiedzcie, co to jest?
- Dupa! - krzyczy uradowana klasa. Na to biedna profesorka rozpłakała się, wybiegła i udała się do dyrektora.
- Panie dyrektorze... bo oni tam mówią... że dupa na tablicy...
No to dyrektor wchodzi do klasy, patrzy na tablicę i woła:
- O wy łobuzy! Kto tu dupę narysował?


Przychodzi murzyn do warzywniaka i pokazuje na banany.
- Co to jest? - pyta
- To są banany - odpowiada sprzedawca
- U nas to są taaaaaakie banany!
Potem pokazuje na pomarańcze i tak samo pyta się. Sprzedawca odpowiada, a on na to że
- u nas to są taaaaaakie pomarańcze.
Sprzedawca lekko wkurwiony patrzy na murzyna, po czym znowu murzyn pyta się
- co to jest? - pokazując na morele. Sprzedawca już mocno wkurzony odpowiada, a murzyn wyśmiewa go i pokazuje, że u niego są taaaaaakie morele. Po czym pokazuje na arbuza i pyta się
- co to jest? A sprzedawca na to:
- A to jest polski, pierdolony, zielony groszek!


Wikingowie:
- Ale był ubaw jak po pijaku napadliśmy na swoją wioskę...
- No i spaliliśmy swoje domy.
- Zgwałciliśmy swoje kobiety.
- Ale największy był ubaw, kiedy Thorgal odkrył, że zgwałcił swoją teściową...


- Panie doktorze, co pan powie o moim mężu, który wczoraj przez cały dzień jadł winogrona?
- To nic takiego, może jeść.
- Może jeść! Z tapety?


Dwóch wieśniaków jedzie starym autem po jakiejś bocznej drodze. Pierwszy mówi:
- Zobacz, stary. Widzisz to drzewo w dolince? Pod nim po raz pierwszy uprawiałem seks.
- Super - mówi drugi. - Jak było?
- No, cóż. Pospacerowaliśmy trochę, potem padliśmy na trawę i kochaliśmy się przez kilka godzin.
- No to super.
- Gdzie tam super. Nagle podniosłem głowę i zobaczyłem, że patrzy na nas jej matka.
- O, w mordę. I co powiedziała?
- No co miała powiedzieć? "Meee"!


Kawalkada rycerzy ze Zbyszkiem z Bogdańca na czele wraca spod Grunwaldu. Nagle na ich drodze pojawia się człowiek w łachmanach i z pochwą od miecza powieszoną na szyi.
Zbyszko: Ktoś ty?
Nieznajomy: (coś niezrozumiale bełkocze)
Zbyszko: Tyś Jurand ze Spychowa!
Nieznajomy: (kiwa głową)
Zbyszko: Wyrwali ci język?
Nieznajomy: (kiwa głową)
Zbyszko: Kto ci to zrobił?
Nieznajomy: (pokazuje ręką krzyż)
Zbyszko: Nie może być! POGOTOWIE!?


List świeżo upieczonego żonkosia:
"Szanowny Panie! Jest mi rzeczą wiadomą, iż Pana oraz moją małżonkę łączyły za jej czasów panieńskich bliskie i zażyłe stosunki, niekoniecznie czysto koleżeńskiej natury. Z tej przyczyny jestem zmuszony prosić Pana o dżentelmeńskie słowo honoru, iż znajomość ta nie będzie kontynuowana w chwili obecnej, gdy jest Ona moją szczęśliwą małżonką..."
Odpowiedź:"Szanowny Panie! Pańską obiegówkę zwracam podpisaną..."                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                  Przychodzi do knajpy 90-letnia babcia z papugą na ramieniu. Podchodzi do baru zamawia kolejkę i zwraca się do zgromadzonych w barze mężczyzn:


- Kto zgadnie jakie zwierze siedzi u mnie na ramieniu z tym spędzę upojną noc!
Jeden nieco zawiany jegomość z głębi knajpy krzyczy:
- Aligator!
na co babcia:
- Myślę, że mogę uznać tą odpowiedź!


Uznany specjalista od chorób sercowych zmarł i odbywa się jego pogrzeb. Grabarze przynieśli trumnę na miejsce pochówku. Ustawili ją przed ogromnym nagrobkiem w kształcie serca. Ksiądz czyni swoją powinność i wygłasza przemówienie końcowe. Po nim wszyscy przybyli na uroczystość goście podchodzą do grobu i żegnają się ze zmarłym. Gdy już wszyscy skończyli, ogromne serce otworzyło się, trumna zsunęła się do wnętrza grobu, a nagrobek znów się zamknął. W tym momencie jeden z żałobników wybucha śmiechem. Stojąca obok pani pyta się go:
- Dlaczego się Pan śmieje?
- A nic, pomyślałem po prostu jak będzie wyglądał mój pogrzeb.
- A co w tym jest śmiesznego?
- Jestem ginekologiem!


Po dwudziestu latach spotyka się dwóch kolegów z czasów szkołu średniej. Gdy już wykonali powitalnego "misia", wypytują się nawzajem, jak potoczyły się ich koleje życiowe.
Pierwszy mówi:
- Jestem biznesmenem, mam dobrze prosperującą firmę, cały parking samochodów, kochającą żonę i dwoje dzieci. Niby wszystko super, ale ostatnio brakuje mi wrażeń Chciałbym przeżyć w życiu coś odmiennego. A co u ciebie?
- No mi nie poszło tak dobrze jak tobie. Kilka lat temu straciłem pracę, żona przygruchała sobie faceta i eksmitowali mnie z domu, dzieci nie chcą mnie znać. Z braku innego zajęcia zostałem dilerem prochów...
- Oj, to smutne. Ale wiesz co... może ja coś od ciebie kupię. Tylko musi to być na prawdę extra. Zobaczę jak to jest.
- No mam tu taki specyfik, ale musisz uważać, bo to ma wyjątkowego kopa. Jedna działka wystarczy ci na niezły odlot.
- Właśnie tego mi trzeba. Sprzedaj mi trzy.
Biznesmen pożegnał się i ruszył w stronę domu. Jeszcze tego samego dnia chciał wypróbować specyfik. Zamknął się więc w łazience i bierze pierwszą działkę. Zrobiło się nagle ciemno, ale i równie nagle jasno...
Dobre - pomyślał i postanowił wykorzystać drugą działkę. Znów zrobiło się ciemno i jasno.
Świetne - mruknął do siebie i zarzył trzecią działkę. Znowu zrobiło się ciemno, a potem zaraz jasno.
Nagle słyszy pukanie do drzwi i głos żony:
- Józek - co ty tam robisz?
Zmieszany biznesmen wybełkotał - Nie nic, golę się...
- Co!? Trzy dni non stop!?


Trwa sesja. O czwartej nad ranem w domu profesora dzwoni telefon. Zaspany niemiłosiernie wykładowca podnosi słuchawkę i słyszy:
- Śpisz?
- Śpię... - odpowiada profesor.
- A my się kurwa jeszcze uczymy!


Mała dziewczynka spaceruje sobie z psem po parku... Podchodzi do niej ksiądz i pyta dziewczynkę co tu robi i jak się nazywa... Dziewczynka odpowiada, iż na imię jej Płatek... Ksiądz zrobił wielkie oczy i spytał, skąd się wzięło tak egzotyczne imię. Dziewczynka patrzy na księdza i mówi:
- Widzi ksiądz to drzewo, właśnie pod nim moi rodzice wyznali sobie miłość 6 lat temu, również pod tym drzewem gorąco się kochali, kochali się tak mocno, ze z drzewa zaczęły się sypać płatki kwiatów okrywając ich nagie ciała...
Ksiądz zrobił jeszcze większe oczy, pogładził mała po główce mówiąc:
- No naprawdę piękna historia z tym twoim imieniem, ale widzę ze masz psa, jak się wabi?
Dziewczynka:
- Pigi...
Ksiądz zdziwiony imieniem psa pyta, dlaczego się tak dziwnie wabi, czeka na równie zadziwiającą historie jak poprzednia... Na to mała dziewczynka nie zastanawiając się długo odpowiada:
- Bo rucha świnie...


Student chciał sobie dorobić i przyjął się jako przewodnik po Krakowie. Dostał wycieczkę Amerykanów i oprowadza ich. Pokazuje im bramę Floriańską i opowiada o murach obronnych.W pewnej chwili jeden turysta pyta się:
- Ile lat budowali te mury?
Student nie wie, ale odpowiada z głupia:
- 10 lat
- U nas w Ameryce to by zbudowali je za 5 lat.
Student nic nie mówi, tylko prowadzi turystów na rynek i opowiada o sukiennicach, nagle ten sam turysta się pyta:
- A ile lat budowali te sukiennice?
Student niewiele się namyślając mówi:
- 3 lata.
- U nas to by wybudowali za 1,5 roku.
Studentowi gule na szyi wyszły, ale nic prowadzi wycieczkę dalej i przechodzi koło Wawelu i nic nie mówi.Turysta nie wytrzymał i pyta się:
- Panie a to co za budynek?
- Kurde nie wiem wczoraj tego nie było!


Jasiek zaprosił swoją mamę na obiad. W mieście, w którym studiował, wynajmował małe mieszkanko razem z koleżanką Justyną. 
Jednak kiedy matka przyjechała do synka, nie mogła nie zauważyć, że współlokatorka syna jest wyjątkowo ładną i seksowną blondynką. Jak to każda matka zaczęła się zastanawiać, czy aby z tego ich wspólnego mieszkania nie wynikna jakieś problemy.
Syn zobaczył, jak matka na nią patrzy i kiedy byli sami powiedział:
- Domyślam się o czym myślisz, ale zapewniam cię, że ona i ja jesteśmy tylko współlokatorami. Nic nas nie łączy. Tydzień później Justyna pyta się Jaśka:
- Słuchaj, nie chcę nic sugerować, ale od ostatniego obiadu z twoją matką, nie mogę znaleźć mojej pamiątkowej cukierniczki.
Chyba jej nie wzięła, jak myślisz?
Jasiek zdecydował się napisał list do matki:
"Droga mamo, nie piszę, że wzięłaś pamiątkową cukiernicę Justyny, nie piszę też, że jej nie wzięłaś. Fakt jednak pozostaje, od kiedy byłaś u nas na obiedzie tydzień temu, nie możemy jej znaleźć"
Odpowiedź przyszła parę dni później.
"Drogi Jasiu, nie twierdzę, że sypiasz z Justyną, nie twierdzę też, że z nią nie sypiasz. Fakt jednak pozostaje, gdyby Justyna spała we własnym łóżku, już dawno by ją znalazła.
Buziaczki, mama."


Jedna z koleżanek próbuje wyciągnąć drugą na dyskotekę.
- Choć Ala, będzie debeściarsko.
- Nie, nie pójdę...
- A dlaczego nie chcesz iść?
- Bo mi śmierdzi z buzi...
- No przecież nie musisz się odzywać!
- Nie... nie idę.
Namowy były jednak tak gorące, że Ala zgodziła się i poszły razem. W dyskotece Ala jednak nie wyszła na parkiet, a jedynie od dłuższego już czasu okupywała stolik. Na nic zadały się przywołujące gesty koleżanki, ani jej wołanie. Ala twardo siedziała przy stoliku.
Nagle zjawia się amant i zagaduje do Ali:
- Taczysz?
Ala kiwa głową, że nie...
- No zatańcz ze mną - prosi chłopak.
Cóż było robić. Wstała Ala od stolika i bez słowa ruszyła na parkiet. Minął jeden kawałek, drugi, trzeci, aż wreszcie zniecierpliwiony chłopak pyta:
- Jak Ci na imię?
Ala jednak milczy jak grób.
- No jak Ci na imię - zagaduje chłopak.
- Ala...
- Pierdłaś?
- Nie
- Znowu pierdłaś?...


Wraca mąż z polowania, a tu żona z kochankiem w łóżku.
- Wyłaź z łóżka! - krzyczy mąż do kochanka.
Kochanek wyskakuje i zasłania dłońmi swoje klejnociki. Mąż ze spokojem celuje z dwururki w te klejnociki. Kochanek krzyczy:
- Nie wygłupiaj się, daj szansę!
Na to mąż do kochanka:
- No dobra, rozbujaj!


Wraca Wacek wcześniej niż zwykle do domu i zostaje swoją żonę z Nowakiem w łóżku, w sytuacji jednoznacznej. No i zaczyna jej robić wymówki:
- Helka! Czy ja ci nie kupiłem nowego futra!? Czy ja ci nie kupiłem nowego samochodu!? Przecież nowiusieńkie masz mieszkanie! Panie Nowak!! Pan przestanie to robić, jak ja mówię!!


Przy skrzyżowaniu siedzi na koniu Strażnik Miejski. Z naprzeciwka w jego kierunku jedzie na rowerku mały chłopiec. Strażnik woła go do siebie.
- Ej, mały chodź ino tutej.
Chłopczyk uśmiechając się podjeżdża, a Strażnik pyta:
- Święty Mikołaj przyniósł ci ten roweryk?
- Tak - odpowiada chłopczyk.
- To napisz mu, żeby w tym roku przyniósł ci lampkie do tego roweryku - po czym zadowolony z siebie ukarał młodego mandatem 50-złotowym.
- A pan to od Mikołaja dostał tego konika? - pyta dziecko.
- Tak - odpowiedział Strażnik Miejski.
- To niech pan napisze Mikołajowi w tym roku, żeby kutasa montował konikowi między nogami, a nie na grzbiecie...


Wchodzi babcia do autobusu i pyta kierowcę:
- Synku chcesz orzeszka?
- Poproszę.
Na drugi dzień to samo:
- Synku chcesz orzeszka?
- Niech pani też zje.
- Chłopcze ja już nie mam zębów.
Trzeci dzień i znowu:
- Synku chcesz orzeszka?
Kierowca zaciekawiony pyta:
- Babciu, a skąd masz takie dobre orzeszki?
- Z Toffifee...


Pewna aktorka opowiada koleżance o niedawnym obiedzie ze znanym reżyserem.
- Pokazał mi scenariusz. Wiesz, główna rola jakby dla mnie stworzona. Potem poszliśmy do niego, żeby omówić zamysł filmu. I w trakcie rozmowy ten bydlak mówi mi, że widzi mnie w roli pokojówki, która na ekranie nie mówi ani słowa.
- No i co ? - pyta koleżanka
- No wiesz. Roześmiałam mu się prosto w jaja...


Leży na molo prostytutka bez rąk i nóg i płacze. Przechodzień podszedł do niej i pyta, co się stało. Ta odpowiada, że dzisiaj jej jeszcze nikt nie uściskał. Ten, że miał dobre serce to ją uściskał. Następnego dnia sytuacja się powtarza, ona płacze, on się pyta, co się stało. Ona mówi, że jeszcze dzisiaj jej nikt nie całował. To on, jako dobry obywatel ulitował się i wycałował ją caluśką.
Kolejny dzień ona dalej leży i ciągle płacze. Standardowe pytanie: - Co się stało? No to ona z rumieńcem na twarzy mówi, że jeszcze nikt jej dzisiaj nie wyjebał.
Zastanowiwszy się chwilkę stwierdził, że znów jej pomoże, po czym podniósł beznogą i bezręczną dziewczynę, rozejrzał się i wyjebał... do morza.


Tego dnia służba zapomniała przygotować papieżowi Benedyktowi XVI fonetycznego zapisu pozdrowień dla Polaków.
Papież patrzy, a tu na placu pełno biało-czerwonych flag sygnalizujących większa niż zwykle grupę Polaków na placu, do których należy przemówić...
Sięga Papież po swoja starą biblię, przechowywaną od czasów młodości, w nadziei, że znajdzie tam jakieś zródło inspiracji.
Otwiera na chybił trafil patrzy... CUD(!) - kartka z tekstem po polsku!
Wyciąga ją i czyta:
- Polaci! Obronci Westerplatte! Poddajcie sie! Dalsi opór nie ma sensu!...                                                                                                                                                                                                                                                                                  Baco, a umiecie powiedzieć "chrząszcz brzmi w trzcinie"?
- A co mom nie umieć!?
- No to mówcie
- Robok burcy w trowie...


Kochaj bliźniego swego jak siebie samego!
Zenek bardzo się tym przejął - chodzi teraz po mieście i masturbuje ludzi...


- Byłaś u doktora Nowaka?... On nigdy nie odkłada niczego na swoje miejsce, prawda? - mówi jedna pielęgniarka do drugiej.
- Noo... eee... w sumie to masz rację, a co?
- Pierś ci z fartucha wystaje...


Rozmawia dwóch pacjentów w domu wariatów:
- Ten spod 5-tki to suszy herbate ekspresową na kaloryferze. on chyba jakiś głupi jest?
- No, faktycznie głupi... przecież jeszcze nie grzeją...


W gabinecie okulisty:
- Musi pan przestać sie onanizować.
- Dlaczego, doktorze? Oślepne od tego?
- Nie, ale gorszy pan pozostałych pacjentów w poczekalni...


Kupował facet od rolnika chałupę nad jeziorem. Tuż przed wręczeniem kasy pyta go:
- Panie, a jak tutaj z komarami?
- Noooo... czasem są, a jak, ale my znaleźliśmy na nie sposób!
- Tak? Jaki?
- Nooo.... sadzamy teściową na ławeczce przed chałupą i smarujemy jej twarz miodem. Te komary lecą do niej i jest spokój.
- Ale ona się przecież zadrapie na śmierć!
- Eeee nieeeee... Jest sparaliżowana...


- No masz, zjedz kotlecika za babcię.
- ...
- No proszę, pół ogóreczka za tatę.
- ...
- I jeszcze kawałek kiełbaski za mamę.
- Kurwa babciu! Ja już mam 30 lat, sam potrafię jeść!
- Sam, sam... I nie klnij! Wiem, że masz 30 lat, ale strasznie mnie wkurwia jak pijesz i nie zagryzasz!


Para zakochanych spaceruje po parku:
- Kochany, pocałuj mnie jak Romeo piękną Julię...
- To znaczy?
- Hmm... a może przytul jak Abelard swą Heloizę...
- Czyli jak?
- Jak... Srak! Czytałeś kurwa coś w ogóle?
- Tak! Naszą Szkapę. Ugryźć cię w dupę?


Młody ksiądz spowiada po raz pierwszy. W pewnej chwili podchodzi do konfesjonału dziewczyna, wylicza swoje złe uczynki, a na koniec mówi...
- ...i ciągnęłam druta mojemu chłopakowi.
Ksiądz zaaferowany ostatnim wyznaniem, wertuje katalog grzechów lecz niestety żadnej pokuty za takowy nie znajduje, nie wie też, co powiedzieć... Woła zatem ministranta i pyta:
- Co proboszcz daje za ciągnięcie druta?
- Zwykle po snickersie...


Przychodzi facet do spowiedzi i mówi, że zgwałcił nieletnią.
Ksiądz wyrozumiale:
- Pewnie ona ciebie, mój synu, sprowokowała...
- Tak, proszę księdza.
- Odmów dziesięć zdrowasiek i masz rozgrzeszenie.
Przychodzi drugi facet i mówi, że zgwałcił staruszkę.
Ksiądz wyrozumiale:
- Pewnie to był jej ostatni raz w życiu, więc zrobiłeś dobry uczynek, synu.
- Tak, proszę księdza.
- Odmów dziesięć zdrowasiek i masz rozgrzeszenie.
Przychodzi trzeci facet:
- Zgwałciłem księdza z sąsiedniej parafii...
Ksiądz - waląc pięścią w konfesjonał:
- A ty co? Nie wiesz, że to tu jest twoja parafia?!


Przychodzi facet do spowiedzi wielce zasmucony i mówi do księdza...
- Proszę księdza, popełniłem grzech...
- Jaki synu?
- Oszukałem Żyda...
- Synu, to nie grzech, to cud!


Wlazł facet w parku na ławkę i zaczyna się drzeć.
- Precz z hipokryzją!
Ludzie patrzą zdziwieni, a chłop:
- Precz z pazernością!
Coraz więcej gapiów przystaje, a ten dalej:
- Precz z pedofilią!
W końcu przechodząca obok babinka nie wytrzymuje:
- Panie, coś się pan tak do tych księży przyczepił?!


Jaki jest szczyt bezczelności? Stara definicja, która mówiła "nasrać komuś na wycieraczkę, zadzwonić do drzwi i poprosić o papier" jest cienka jak dupa węża!
Teraz jest nowa:
- Jaki jest szczyt bezczelności?
- Zagłosować w wyborach na PiS i wyjechać z kraju...


- Jaka jest różnica między IV RP a PRL?
- Za PRL-u rząd był w Londynie, a naród w Polsce...


Nowe hasło Samoobrony:
Wstąp do nas - weźmiemy cię na członka!                                                                                                                                                                                                      

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz