2019/02/18

straszne,nawiedzone historie oparte na faktach

Zabójcza róża

Matka na urodziny córki kupiła róże.Ona ją ususzyła i powiesiła nad łóżkiem.W nocy o 24:00 wyszła z niej ręka i ucieła głowę.Na urodziny drugiej córki mama także kupiła jej różę.Ona także ją ususzyła i powiesiła nad łóżkiem.O 24:00 wyszła z niej ręka i ucieła dziewczynie głowę.Na urodziny trzeciej córki także kupiła Dziewczyna zrobiła to samo co jej siostry.Z matką czekały do 24:00.Ręka wyszła a one ją ucieły.Następnego dnia poszły do kwiaciarni a facet który sprzedawał kwiaty nie miał ręki..........
                                                                                                                                                                                                                     

Biedne dzieciątko

Pewnemu małżeństwu urodziło się śliczne dziecko... jednak ojciec nienawidził bachorów i kazał matce pod groźbą je zabić- wrzucić do studni. Matka się sprzeciwiała temu, dlatego ojciec małą Samarę sam postanowił zamordować w ten okrutny sposób...

Dziewczynka żyła 7 dni. Przekazywała swoją historię każdemu, kto obejżał kasetę... Nie był to jednak zwykły film. Każdy kto ją obejżał natychmias po tym odbierał telefon..."Masz siedem dni"... Był to głos małej Samary.
  Wśród ludzi krążyła kaseta wideo zawierająca obrazy jak... z sennych koszmarów, których obejrzenie kończyło się telefonem zapowiadającym śmierć osoby oglądającej kasetę dokładnie w ciągu siedmiu dni... Pewna reporterka- Rachel Keller słyszała o tej historii, jednak była temu obojętna... do momentu. Któregoś dnia, dokładnie w tydzień po obejrzeniu kasety, czwórka nastolatków zginęła w tajemniczych okolicznościach... Wiedziona ciekawością, Rachel odnalazła kasetę i mimo świadomości konsekwencji postanowyła obejżeć film, który się na niej znajdował. Tak jak każdy, zaraz bo obejżeniu w słuchawce usłyszała gołos Samary...                                                                                                                                                                                                                                                             

Marcin i klaun:)

30 czerwca 2005r otworzono w Warszawie Szkołę Podstawową nr 10. Odrazu do wszystkich domów zostały przysłane zaproszenia aby rodzice wysłali dzieci do tej szkoły. Szkoła chwaliła sobie wysoki poziom nauczania. Następnego dnia już przyszli chętni aby zapisać swoje pociechy. Gdy rozpoczęły się lekcje klasa 4b miała j.polski w sali 202. Była prześliczna. Podłaga była z paneli a ściany zostały pomalowane na kolor oliwkowo-zielony. Lecz jedna rzecz tam nie pasaowała. Klaun. Wisiał sobie samotnie na rurze przy kaloryferze. Włosy miał czerwone,żółtą koszulke i niebieskie szelki. Gdy rozpoczęła się lekcja pani zaczęła pytać uczniów o imiona a by się z nimi zapoznać. Kiedy to zrobili jeden z chłopców zapytał się co to za klaun tam przy rurze. - Myśle że zwykły klaun,powieszono go tutaj aby dodał uroku tej sali :) - Nie podoba mi się... - Dlaczego? - Jest dziwny. - Dziecko co ty mówisz?! - Poprostu mi się nie podoba! - Nie bądź śmieszny! Właśnie dostałeś uwagę za pyskowanie do nauczyciela! Chłopiec nazywał się Marcin. Po powrocie opowiedział o tym zdarzeniu rodzicom. Bardzo ich zaniepokoiło dziwne zachowanie nauczycielki. - Dlaczego to zrobiła? - Nie mam pojęcia. - Myślę że poprostu jest przywiązana do tego klauna i nie lubi jak ktoś uważa go za dziwnego. - Może.. Następnego dnia gdy marcin przyszedł do szkoły i miał język polski, klaun siedział na biurku nauczycielki. Zdziwiony tym widokiem usiadł do ławki. Lecz gdy popatrzył na ławkę to przysiągłby ,że popszedniego dnia były nowiutkie prosto ze sklepu. Dzisiaj już wyglądały przerażające ,podrapane,pobrudzone... Najdziwniejsze było to ,że rura od kalloryfera była oderwana. Nauczycielka popatrzyła na Marcina i mówi:"Ty! Znajdź sobie jakiegoś kolege i remontujcie sale! Wiem ,że to wy!" Chłopiec poprosił kolege z ławki o pomoc. Zgodził się. Zostali po lekcji aby odnowić salę. Klaun został. Gdy malowali ściany lalka spadła z biurka. Lekko się przestraszyli. KIedy skończyli swoją prace poszli do domu. w czwartek rano pierwszą lekcją była matematyka. Siedziała tam kukiełka. Ta sama co w sali 202. Po przerwie w sali od polskiego znów siedziała tam ta lalka! Chłopak komletnie nie wiedział o co chodzi! Lecz najdziwniejsze było to ,że nie było ich nauczycielki. Poczym przyszedł dyrektor i powiadomił iż pani od polskiego zrezygnowała z pracy. Na jej miesce przyszedł nowy nauczyciel. Rude włosy, żółta koszulka, niebieskie szelki... -Witam was mooi mili! -Dzień dobry. -Miło mi jestem... Piotr... tak właśnie! Nazywam się Piotr! Marcin zwariował. Przyszedł do domu. Zaczął majaczyc... Rodzice poszli z nim do psychologa. Lecz i on nie mógł mu pomóc. Musieli, poprostu musieli go odda do zakładu. Nie było innego wyjścia... Biedny chłopak. Został zamknięty i odizolowany od świata. Rodzice gop często odwiedzali. Któregoś dnia przyszedł do niego rudy mężczyzna. KIedy wychodził.. miał w ręku dużą torbe. Chłopiec zniknął. Zakład zamknięto. Lecz zwłoki marcina... odnaleziono. Leżał przy rzece został uduszony a dziwne było to że ktoś mu pomalował włosy. Na jaki kolor? Przecierz dobrze wiecie...
                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                  

Klątwa płaczącego chłopca


Wiele pożarów domów w 1985 roku. Zapisano około 40, 50 przypadków. Całe domy spłonęły, bez żadnego wyjątku, a mieszańcy owych domów znaleźli się w szpitalu z oparzeniami. Obraz „Płaczący chłopiec”  ZAWSZE zostawał nietknięty.
Ogłaszano te przypadki w gazetach i opisywano historie wielu nieszczęśników którzy kupili obraz, lub jego kopię. Po miesiącu pewna gazeta zaapelowała do wszystkich posiadaczy takich obrazów, aby przysyłali je żeby potem masowo spalić.
Gdy nadszedł dzień spalenia, strażacy stojący na warcie, pilnowali tego wydarzenia. Pomimo tego że nie spali i byli całkowicie świadomi tego co się dzieje wokół nich, słyszeli krzyki małych dzieci, jakby dochodziły z palących się obrazów.
Tak naprawdę o G. Bragolinim nie wiemy za wiele. Podejrzewano że ma wiele pseudonimów literackich. Niektórzy myślą że mogli to być jacyś inni malarze, przyjmujący ten alias.
„Bragolin” malował zawsze chłopów w wieku od 2 do 6 lat. Mieli oni wielkie oczy i płakali lub na ich twarzy gościł smutek. Nie wiadomo czy „pożarowy” obraz był tylko jedynym takim obrazem i czy malarz ten nie stworzył innych podobnych dzieł o takich skutkach.
Do dziś nikt nie dowiódł prawdy. Czy to jest klątwa?                                                                                            

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz