2017/03/01

Koniec z abonamentem RTV? Jest taki pomysł w Sejmie *********** Nie rozumiem dlaczego mam płacić za coś czego nie oglądam ???

Ludowcy chcą końca abonamentuLudowcy chcą końca abonamentu Kiedy PiS próbuje bezskutecznie znaleźć sposób na zwiększenie ściągalności abonamentu RTV, po stronie opozycji kiełkują pomysły zgoła przeciwne. Jak dowiedział się Fakt, PSL chce, żeby tę daninę na media publiczne w ogóle zlikwidować

PSL przygotowało projekt nowelizacji ustawy o radiofonii i telewizji, która znosi abonament i wprowadza abolicję dla osób, które nie opłacały go w przeszłości. To potwierdzenie, że tradycyjnie za zmniejszenie finansowania mediów publicznych biorą się partie, które utraciły władzę nad TVP. Najsłynniejsza próba zmiany to przełom 2007 i 2008 roku. Nowy premier Donald Tusk (60 l.) nazwał wówczas abonament „haraczem” i „wyłudzaniem pieniędzy od Polaków na rzecz propagandowej machiny rządowej”. Zapowiadał walkę o jego zniesienie. Na obietnicach się skończyło. Gdy w 2010 r. PO uzyskała wpływ na TVP, o zniesieniu abonamentu nikt już nie wspominał. A pomysły zastąpienia go dotacją budżetową nie zostały uchwalone mimo większości w parlamencie.

Dziś podobny pomysł ma PSL. Zdaniem ludowców obecny system się nie sprawdził. – Przychodzą do mnie nękani ludzie, których ściga się za zaległe opłaty i skarżą się, że nie chcą płacić na taką telewizję – mówi nam poseł PSL Mieczysław Kasprzak (64 l.). PSL chce, by abonament zastąpiła dotacja z budżetu w wysokości 700 mln zł – to niemal tyle, ile dziś TVP dostaje z abonamentu – oraz... dobrowolne składki. Wpłacaliby ci, którym „telewizja Kurskiego odpowiada” – wyjaśniają ludowcy.

Pomysł PSL ma małe szanse na sukces. PiS wciąż stara się poprawić ściągalność abonamentu. Choć przecież zapowiadało, że ta danina zniknie – miała ją zastąpić znacznie niższa opłata audiowizualna.                

Rodzice naciągają na 500+? Idą zmiany w programie

Rodzice naciągają państwo na 500+? Takie podejrzenia ma ministerstwo rodziny. Dlatego resort Elżbiety Rafalskiej chce wprowadzić zmiany w rządowym programie.

Już prawie od roku rząd wypłaca 500+. Teraz przyszedł czas na podsumowanie programu i na zmiany. Co pójdzie do poprawki? Minister Rafalską niepokoi tzw. utrata dochodów. Rodzic, który np. stracił pracę, może to uwzględnić we wniosku o 500+ i zmniejszyć swój dochód. Dzięki temu może dostać świadczenie na pierwsze czy jedyne dziecko (przysługuje, jeśli dochód nie przekracza 800 zł na osobę lub 1200 zł, jeśli w rodzinie jest niepełnosprawne dziecko).
Jak dowiedział się Fakt, w II półroczu 2016 r. wydano 39,7 tys. decyzji przyznających 500+ ze względu na utratę dochodów. – Przyglądamy się zjawisku utraty dochodów, bo takich przypadków jest zgłaszanych więcej, niż było to wcześniej – mówiła niedawno minister Rafalska w „Dzienniku Gazecie Prawnej”.
– Mamy przypadki, że pracownik najpierw rozwiązuje umowę o pracę z danym pracodawcą, a za chwilę podpisuje z nim nową, ale już na niższą kwotę. Czy dostaje do ręki mniej? Czy cała operacja jest tylko po to, by dostać 500 zł na dziecko? – słyszymy w resorcie. Jak wielka jest skala takich nadużyć? Tego oficjalnie nie wiadomo.
                    Resort, po przeglądzie programu 500+, będzie chciał zmienić przepisy w taki sposób, by rodzice nie mogli już naciągać państwa. I tak, za utratę dochodu nie będzie można uznać zmniejszenia pensji u tego samego pracodawcy.
Rodzice naciągają państwo na 500+? Takie podejrzenia ma ministerstwo rodziny. Dlatego resort Elżbiety Rafalskiej chce wprowadzić zmiany w rządowym programie.
FAKT.PL

O zmiany w programie apelować będą także związkowcy. – By w 500+ zastosowano zasadę „złotówka za złotówkę”. Przynajmniej w przypadku osób samotnie wychowujących dzieci – mówi Wiesława Taranowska, wiceszefowa OPZZ. Czyli jeśli np. rodzina o 10 zł przekroczy próg dochodowy, dostałaby wtedy świadczenie niższe o 10 zł. Tylko czy uda się przekonać do tego rząd?

Orientacja Jarosława Kaczyńskiego – kwestia publiczna czy prywatna?************ Jeśli on jest gejem i się tym szczyci , nie znaczy że każdy polityk również nim jest . A posiadanie kota ..... no cóż ja też mam kota a gejem nie jestem hahaaaaa !!!!!!!! A Biedroń jest obleśny , ślini się przed kamerą ze swoim kochasiem , ja tam nic nie mam do gei ale całowanie się przed kamerą ze swoim kochasiem to już przesada , to mimo wszystko dewiacja i nie powinno się z nią obnosić !!!!!

Robert Biedroń publicznie ujawnił tajemnicę poliszynela jednoznacznie sugerując w Polsacie (Skandaliści) następnie w wywiadzie Newsweeku udzielonym wraz ze swym partnerem, że Jarosław Kaczyński jest gejem i posypały się na jego głowę gromy. Gromy, co ważne, ze strony dziennikarzy i polityków Jarosławowi Kaczyńskiemu nieprzychylnych. Przychylni bowiem nabrali wody w usta co nie dziwi, bo całkowite embargo na komentarze, to jedynie skuteczna metoda wyciszenia niewygodnego dla prawicy obyczajowego newsa. Oburzenia po liberalnej stronie sceny politycznej kompletnie nie rozumiem. Nie rozumiem z wielu powodów.

Po pierwsze wyborcy Prawa i Sprawiedliwości mają prawo wiedzieć na kogo głosują i sami ocenić szczerość deklaracji swojego kandydata co do obrony tradycyjnych wartości, rodziny, wiary i tradycyjnego patriotyzmu. Myślę, że dla wielu środowisk jego wyborców kwestia orientacji seksualnej swojego idola ma fundamentalne znaczenie. Począwszy od nacjonalistów z pod znaku ONR, środowisk kibolskich, ortodoksyjnych katolików, środowiska Radia Maryja i osobiście dla ojca Rydzyka, wielokrotnie jednoznacznie wypowiadającego się na temat niszczącego wpływu „lobby homoseksualnego” na życie publiczne i narodowe Polaków  nie wykluczając szerokiej rzeczy pozostałych pospolitych „prawdziwych Polaków”, dla których jednym z silnych czynników autoidentyfikacji jest niechęć do lewaków – jakże często przedstawianych jako „zgraja pedałów” w odróżnieniu od prawdziwej, męskiej, heteroseksualnej, narodowej, tradycyjnej polskiej krzepy. 


DRYJAŃSKA naTemat - odc. 12

Dla nich wszystkich orientacja seksualna Jarosława Kaczyńskiego może być bardzo ważnym czynnikiem oceny jego politycznych intencji. Jest także fundamentalnym czynnikiem kulturowej identyfikacji, wartościowego etosu, jak wiadomo w polityce, szczególnie po prawej jej stronie niezwykle ważnego i ostatnio szybko zyskującego na znaczeniu. Krótko mówiąc wyborcy mają prawo wiedzieć. Szczególnie wyborcy prawicy, dla których kwestia orientacji seksualnej swojego lidera jest prawdopodobnie kwestią o kluczowym znaczeniu.
Teraz w nc+ wszystkie filmy i seriale z HBO GO przez pół roku w prezencie! Chcesz poznać ofertę?

Po drugie oburzenie „grzebaniem w prywatnym życiu” polityków to dla większości oburzonych, czysta hipokryzja. Uwagi tego rodzaju w Super Ekspresie nie świadczą dobrze o szacunku redaktorów tej gazety dla własnych czytelników. Osobiście interpretuję ten ton jednoznacznie – z jakiegoś nie wyartykułowanego powodu w prywatnym życiu jednych polityków grzebać można i należy, w przypadku innych jest to oburzające. Otóż moim zdaniem różnica jest tylko jedna - Kaczyński skutecznie narzucił dziennikarzom przekonanie ze jest poza ocena. Mistrz insynuacji nie może być przedmiotem spekulacji i domysłów. Wielki lustrator prześwietlający życie swoich przeciwników politycznych, ich rodziców i dziadków sam z takiej lustracji jest wyłączony. 

Polityka to w dużej mierze tworzenie przekonania o tym co należy a co nie, co wypada a co nie jest dopuszczalne w toku publicznego dyskursu i politycznej praktyki. Ten sam Super Ekspres nie miał cienia skrupułów publikując na pierwszej stronie prywatne smsy Ryszarda Petru. Homoseksualizm Jarosława Kaczyńskiego powinien być przedmiotem publicznej dyskusji nie tylko dlatego, że jest istotny dla jego wyborców, ale także dlatego, by zerwać z podwójnymi standardami. Nie widzę żadnego powodu by chronić prywatne życie Jarosława Kaczyńskiego w sytuacji gdy takim przywilejem miałby cieszyć się wyłącznie on. Czy naprawdę chcemy petryfikować przekonanie o politycznej klasie panów? Równe traktowanie aktorów życia publicznego jest ważniejszą wartością niż prywatność polityków. Jeśli chcą ją chronić powinni zmienić zawód.

Po trzecie sprawa jest poważna nie tylko z obyczajowego punktu widzenia. W publicznie dostępnym profilu na FB, młody człowiek publicznie, pod własnym nazwiskiem, twierdzi iż Bartłomiej Misiewicz proponował mu objęcie eksponowanego stanowiska w zamian za usługi seksualne świadczone na rzecz Jarosława Kaczyńskiego. W tym przypadku płeć nagabywanego nie ma istotnego znaczenia ale fakt korupcji już tak. Tymczasem zastanawiająca jest kompletna cisza wokół tak poważnego oskarżenia. Jakże czujni prokuratorzy Zbigniewa Ziobro tym razem nie zauważyli problemu. A problem jest bardzo poważny bo albo mamy do czynienia z korupcją na szczytach władzy, kupczeniem stanowiskami za seks, albo z oburzającym zniesławieniem osoby publicznej. Prokuratura wszczynała dochodzenia z powodów niebywale bardziej błahych niż doniesienia o tym co stało się na słynnym raucie Bartłomieja Misiewicza w Białymstoku.

I tu dotykamy kolejnego argumentu przemawiającego za tym, że homoseksualny wątek tej sprawy ma kluczowe znaczenie. Trudno uwierzyć, że to nie właśnie chęć wyciszenia skandalu wokół homoseksualnej natury propozycji korupcyjnej złożonej jakoby przez Misiewicza w imieniu Jarosława Kaczyńskiego, był przyczyną faktu, że prokuratura postępowania w tej sprawie nie wszczęła. Trudno o lepszy dowód na to, jak bardzo brak jednoznacznego coming outu prezesa PiS wpływa na bieżącą praktykę życia politycznego w Polsce. 

Po czwarte orientacja seksualna Jarosława Kaczyńskiego ma zasadnicze znaczenie dla wyjaśnienia jego zachowań politycznych. Wychowywany w konserwatywnej rodzinie przez dominującą, głęboko tradycyjną, katolicką matkę, nigdy nie dokonał coming outu wobec swoich najbliższych. Wychowywany w atmosferze dwuznaczności, nigdy nie akceptowany, zawsze pozostający gorszym bratem bliźniakiem. Lech był nie tylko spokojniejszy , bardziej otwarty, zdecydowanie lepiej zsocjalizowany, ale przede wszystkim miał żonę i rodzinę. 

Życie z takim piętnem, dorastanie w emocjonalnej pułapce musiało odbić się głębokim piętnem na psychice Jarosława. Nie dziwią agresywne zachowania wobec rówieśników przewijające się przez cały okres dojrzewania. On po prostu nigdy nie zaakceptował siebie, dlatego nie akceptuje innych. Agresja jako dominująca cecha jego charakteru została do dzisiaj. Tych, którzy maja swoje zdanie próbuje zniszczyć, tymi którzy mu się podporządkowują szczerze gardzi. Dyskurs publiczny widzi w kategoriach dominacji lub podporządkowania. Brak zdolności do kompromisów, gra dominacji tak charakterystyczna dla osobowości Jarosława, personalny stosunek do świata i ludzi, ciągle urażona ambicja, podskórny lęk, poczucie zagrożenia, stałe poczucie krzywdy, maja głębokie korzenie w traumatycznych doświadczeniach rodzinnych i rówieśniczych z młodości. Ciągły brak akceptacji, konieczność walki, lek przed śmiesznością, poczucie zagrożonej własnej wartości to doświadczenia, które ukształtowały psychikę dzisiejszego dysponenta władzy politycznej. 

Politycy nie mają życia prywatnego. Ryszard Petru boleśnie się o tym ostatnio przekonał. Nie on pierwszy i nie ostatni. W przypadku Jarosława Kaczyńskiego postulat ujawnienia jego orientacji seksualnej jest wyjątkowo uzasadniony po prostu dlatego, ze jest to kwestia zasadniczo kształtująca jego osobowość i postępowanie. Jestem przekonany ze coming out dobrze by zrobił polskiej polityce i samemu Kaczyńskiemu. Gdyby przestał żyć pod pręgierzem, gdyby zaakceptował i pokochał siebie samego, mógłby pokochać także innych ludzi, a Polska stałaby się innym, lepszym krajem. Życzę tego jemu i nam wszystkim z całego serca.

Reżyser tandetnego happeningu "Klątwa" doniósł na Polskę. Do Junckera!

Dodano: 28.02.2017 [19:35]
​Reżyser tandetnego happeningu "Klątwa" doniósł na Polskę. Do Junckera! - niezalezna.pl
foto: Tomasz Adamowicz / Gazeta Polska
Oliver Frljić, reżyser skandalicznego happeningu „Klątwa”, poskarżył się na Polskę przewodniczącemu Komisji Europejskiej Jeanowi-Claude'owi Junckerowi. W liście do eurourzędnika Chorwat stwierdza, że głównymi winnymi „zbiorowej histerii”, która „stwarza niebezpieczeństwo dla aktorów i realizatorów spektaklu", jest Telewizja Polska, PiS i Kościół katolicki.

W ubiegłym tygodniu w warszawskim Teatrze Powszechnym – który otrzymuje granty od miasta – wystawiono obrazoburczy „spektakl”. Reżyser Oliver Frljić w „Klątwie” pokazuje m.in. seks oralny z figurą świętego Jana Pawła II, drwiny z katastrofy smoleńskiej czy zbiórkę pieniędzy na zabójstwo Jarosława Kaczyńskiego.

Skandaliczny happening spotkał się z protestami, a prokuratura wszczęła z urzędu śledztwo w sprawie obrażania uczuć religijnych i „publicznego nawoływania do popełniania zabójstwa”.
 
„21 lutego Telewizja Polska opublikowała na swojej stronie post zawierający nielegalnie pozyskane nagranie wideo z fragmentami spektaklu. Zostały one wyjęte z kontekstu, towarzysząc artykułowi, który został napisany z wyraźnym zamiarem publicznej stygmatyzacji aktorów, realizatorów i autorów spektaklu”
– cytuje list Frljicia portal onet.pl.

Jak twierdzi Chorwat, naraziło to m.in. aktorów, teatr i władze Warszawy, na „ogromne natężenie przemocy medialnej i mowy nienawiści”.

Jednak nie tylko TVP w opinii Frljicia odpowiada za "nagonkę" na twórców z Teatru Powszechnego.
 
„Zostało to podsycone przez rządzącą w Polsce partię Prawo i Sprawiedliwość oraz Kościół katolicki. Teatr Powszechny stara się zapewnić ochronę aktorom grającym w spektaklu, ale nie jest w stanie tego robić, podczas gdy kontrolowane przez rząd media kontynuują promocję zbiorowej histerii”
– pisze Chorwat do Junckera.

To wyraźne łamanie praw człowieka i atak na wolność słowa – żali się Frljić.
 
 
„Jeśli polskie instytucje oraz politycy nie są w stanie bronić podstawowych praw człowieka i wolności słowa, niezbędne jest dla nas, aby usłyszeć głos reprezentantów Unii Europejskiej. Brak tego głosu zostanie zinterpretowany jako akceptacja sytuacji i wsparcie tych, którzy zainicjowali i przewodniczą haniebnej kampanii przeciwko aktorom, autorom i realizatorom spektaklu”
– napuszcza Brukselę na Warszawę Chorwat.

Teatralnemu donosicielowi odpowiadamy: PiS, TVP i Kościół katolicki korzystają po prostu z wolności słowa, o którą rzekomo walczy Teatr Powszechny. 
 

O co chodzi feministkom? Ten filmik najlepiej pokazuje stan ich umysłów


Dodano: 28.02.2017 [21:26]
O co chodzi feministkom? Ten filmik najlepiej pokazuje stan ich umysłów - niezalezna.pl
foto: Zofia Holeczek
Poznańskie feministki opublikowały w internecie spot zachęcający do udziału w nadchodzącej manifestacji na Dzień Kobiet. Tzw. manifa ma odbyć się pod hasłem „Przeciw przemocy władzy”. Ale film autorstwa feministycznych działaczek skłania raczej do udziału w demonstracji "Przeciw głupocie feministek".

Spotu nie powinny oglądać osoby zbyt wrażliwe estetycznie. To ciąg obrazków pokazujących... no właśnie... m.in. kobietę załatwiającą się w toalecie, masturbującą się i dostającą krwawienia menstruacyjnego na basenie. Jaki jest właściwie przekaz filmu i jaki on ma związek z hasłem "Dość kompromisów" pojawiającym się w spocie - tego nie wiadomo.



Jako realizatorzy filmu podpisały się trzy feministki: Zofia Holeczek, Marta Szymanowska i Joanna Zioła. Wszystkie wystąpiły jednocześnie w swoim "dziele". Film do internetu wrzuciła Holeczek. Portal Niezalezna.pl postanowił sprawdzić, kim jest owa autorka tego wybitnego utworu. Na profilu facebookowym Zofii Holeczek znaleźliśmy następujący wpis (pisownia oryginalna). Czyżby feministka miała "dość kompromisów" także w ortografii?



Z informacji prasowej, jaką otrzymaliśmy od organizatorek manifestacji feministycznych, wynika, że uczestniczki "manif" będą protestować przeciwko:
 
władzy, która:
- zwiększa nierówności i ubóstwo, generuje wykluczenie i marginalizację wielu grup – kobiet, migrantek i migrantów, uchodźczyń i uchodźców, osób LGBTQIA+, osób z niepełnosprawnościami oraz ich opiekunek i opiekunów, osób z mniejszych miejscowości i wsi, osób zatrudnionych bez umów lub na śmieciówkach, osób bezrobotnych, osób starszych, samodzielnych matek i ojców oraz wielu innych grup;
- stoi po stronie kapitalizmu i wielkich korporacji, czerpie korzyści z prekaryzacji pracy – z wyzysku pracownic i pracowników zatrudnionych za głodowe pensje oraz z nieodpłatnej pracy opiekuńczej kobiet;
- stoi po stronie patriarchatu i seksizmu, przyzwala na przemoc domową i seksualną, chroni alimenciarzy;
- ogranicza dostęp do dóbr publicznych i pomocy społecznej, do edukacji, pracy, służby zdrowia, żłobków i przedszkoli dla dzieci, mieszkań komunalnych;
- przyzwala na przemoc wobec migrantek i migrantów, uchodźczyń i uchodźców; toleruje ksenofobię i rasizm.

A przecież:
- za rządów PiS nierówności i ubóstwo się zmniejszyło
- jeśli kapitalizm się feministkom nie podoba, zawsze mogą jechać do Korei Północnej lub na Kubę
- jeśli ktoś chroni alimenciarzy (nazwiska najsłynniejszego z nich nie będziemy wymieniać), to raczej obecna opozycja...
- PiS z pewnością nie ogranicza dostępu "do dóbr publicznych i pomocy społecznej" oraz innych wymienionych przez feministki rzeczy
- żadnego przyzwolenia na przemoc wobec migrantek i migrantów nie ma - po prostu rząd PiS ich do Polski... nie wpuszcza

Wyższe opłaty na autostradzie A4

Dodano: 01.03.2017 [08:55]

foto: commons.wikimedia.org
Wyższe opłaty na autostradzie A4 - niezalezna.plOd 1 marca kierowcy ciężarówek zapłacą więcej za przejazd autostradą A4 między Katowicami a Krakowem. 

Podwyżki nie dotyczą pojazdów 1. kategorii, czyli motocykl i samochodów o dwóch osiach. Przejazd na motocyklu kosztuje 10 złotych (po 5 złotych na każdej bramce) a samochodem osobowym 20 złotych (po 10 złotych na każdej z bramek).

Podwyżki dotyczą kierowców pojazdów kategorii 2. (pojazdy samochodowe o dwóch osiach, z których co najmniej jedna wyposażona jest w koło bliźniacze i pojazdy samochodowe o dwóch osiach z przyczepami), 3. (pojazdy samochodowe o trzech osiach i pojazdy samochodowe o dwóch osiach, z których co najmniej jedna wyposażona jest w koło bliźniacze z przyczepami) oraz 4. i 5. (pojazdy samochodowe o więcej niż trzech osiach, pojazdy samochodowe o trzech osiach z przyczepami i pojazdy samochodowe o więcej niż trzech osiach z przyczepami oraz pojazdy ponadnormatywne).

Ile teraz zapłacą teraz kierowcy? Kierowcy pojazdów kategorii 2. i 3. na każdym placu poboru 18 złotych, a kierowcy pojazdów 4. i 5. kategorii 30 złotych. 

Jacek Pilarski, Polak nagrodzony Oscarem. Jakie sukcesy ma jeszcze na koncie?

Dodano: 01.03.2017 [08:57]
Jacek Pilarski, Polak nagrodzony Oscarem. Jakie sukcesy ma jeszcze na koncie? - niezalezna.pl
foto: Jacek Pilarski\Facebook
Wydawałoby się, że wspomnienie zmarłego w zeszłym roku Andrzeja Wajdy będzie jedynym polskim akcentem podczas 89. gali rozdania Oscarów. Okazuje się jednak, że wśród twórców nagrodzonego za efekty specjalne filmu "Księga Dżungli" znajduje się Polak - pochodzący z Żywca Jacek Pilarski, który przy produkcji był odpowiedzialny za tzw. matte painting, czyli ​tworzenie odpowiedniego tła dla skomplikowanych animacji komputerowych.

Oscar w jednej z najważniejszych technicznych kategorii otrzymała ekipa MPC, która przygotowywała efekty specjalne w filmie 3D „Księga dżungli”. Jak się okazało, w zespole pracował również Polak, pochodzący z Żywca Jacek Pilarski, który odpowiadał za tworzenie odpowiedniego tła dla skomplikowanych animacji komputerowych, czyli tzw. matte painting. Twórca o sukcesie swoim i swojego zespołu poinformował spontanicznie na Facebooku, a internauci szybko podchwycili jego post, sprawiając, że o Jacku Pilarskim zrobiło się głośno. Jego nagrodzona praca nad "Księgą dżungli" był obok wspomnienia zmarłego w 2016 r. Andrzeja Wajdy jedynym polski akcentem gali 89. rozdania Oscarów.



Choć to pierwszy tak poważny sukces polskiego grafika, z jego strony internetowej możemy się dowiedzieć, że Jacek Pilarski oprócz pracy nad "Księgą dżungli" pracował również nad takimi hitami jak "Strażnicy galaktyki" czy "Assasins Creed". Twórca publikuje również na łamach prestiżowego branżowego magazynu "Advanced Photoshop" oraz "ImagineFX". Pochodzący z Żywa Jacek Pilarski na stałe mieszka w Londynie, gdzie pracuje w prestiżowej agencji graficznej Framestore.