Trudno o większą pochwałę pod adresem Prawa i Sprawiedliwości niż ta, która padła wczoraj z ust Sławomira Sierakowskiego na antenie radia TOKFM w porannej audycji prowadzonej przez Piotra Kraśko.
Redaktor naczelny “Krytyki Politycznej” stwierdził:
W pewnym sensie tylko PiS jest prawdziwą partią polityczną w Polsce.
Według niego o prawdziwości ugrupowania Jarosława Kaczyńskiego świadczy fakt, że jest ono „fantastycznie zakorzenione społecznie”.
Sierakowski docenił też rolę Radia Maryja, które nazwał „jedną z najsilniejszych instytucji społeczeństwa obywatelskiego”. Jak sam wyjaśnił:
Chodzi o regularne tworzenie więzi społecznej między ludźmi. To buduje sprawną wspólnotę polityczną, która może przegrać osiem wyborów z rzędu i się od tego nie załamać ani nawet nie osłabnąć.
Sierakowski z uznaniem mówił o ideowości zwolenników PiS, którzy tworzą prawdziwe wspólnoty:
Popatrzcie na ich demonstracje, tam są ludzie z silnymi przekonaniami. Tego nie ma po drugiej stronie.
Dziennikarka Renata Grochal próbowała oponować, mówiąc:
Ludzie przyjeżdżający na demonstracje PiS są zwożeni autobusami. To są w dużej mierze działacze partyjni, organizowani przez struktury partyjne, związki zawodowe,
jednak Sierakowski zamknął jej usta:
To jest iluzja, że to są tylko tacy. Zastanówcie się, czy wystarczy mieć autokary. Trzeba jeszcze chcieć wsiąść do nich.
Jakie wnioski można wyciągnąć z wypowiedzi Sierakowskiego? pierwsze: jest to uznanie całkowitej klęski ugrupowań będących dziś w opozycji. Okazuje się, że PO, PSL, Nowoczesna czy SLD nie są, jego zdaniem, prawdziwymi partiami politycznymi. Czym więc są? Jakimiś produktami partiopodobnymi, których nie spaja wspólna idea, lecz wspólna władza. Widać to szczególnie dziś, gdy opozycja nie ma żadnego programu pozytywnego dla Polski, a jedynym hasłem, jakim się posługuje, jest odsunięcie PiS od władzy, a więc dorwanie się samemu do rządów.
Po drugie: Sierakowski wspomina o fantastycznym zakorzenieniu społecznym PiS. W jego ustach znaczy to tyle, że partia Kaczyńskiego trafnie rozpoznaje potrzeby i oczekiwania społeczeństwa. Zdołała wygrać wybory parlamentarne i prezydenckie, choć miała przeciwko sobie niemal wszystkie media, administrację państwową, wielki biznes i służby specjalne. Jak więc musiałby wyglądać wynik tej rywalizacji, gdyby PO nie miała tak przytłaczającej przewagi we wszystkich tych sferach?
Diagnoza Sierakowskiego pokazuje, że Platforma jest ugrupowaniem niezakorzenionym społecznie, to znaczy oderwanym od problemów zwykłych obywateli. Przez ostatnie osiem lat jej politycy, przekonani, że są dożywotnimi właścicielami Polski, żyli w odrealnionym świecie, stracili kontakt z rzeczywistością, patrząc na kraj przez szyby limuzyn lub Pendolino.
Po trzecie: przez tych samych osiem lat obóz prawicy wykonał gigantyczną pracę. Sierakowski mówi z podziwem, że obozu tego nie załamało, ani nie osłabiło osiem przegranych wyborów z rzędu, a przecież w tym czasie zdarzyła się jeszcze katastrofa smoleńska, która powinna go dobić. A jednak nic takiego się nie stało. Mało tego: mimo tych klęsk, prawica wzmocniła się. Stworzyła nowe środowiska, media, instytucje, kluby. To świadczy o żywotności wspólnoty politycznej, która jest w stanie w niesprzyjających okolicznościach budować realne i silne więzi społeczne.
Po czwarte: Sierakowski docenił rolę Radia Maryja jako jednej z najsilniejszych instytucji społeczeństwa obywatelskiego w Polsce. Dla redaktorów i wiernych czytelników gazety Adama Michnika to musi brzmieć jak prawdziwa herezja. Przecież miano reprezentantów społeczeństwa obywatelskiego zarezerwowane jest tylko dla takich podmiotów, jak np. Kampania Przeciw Homofobii, Antifa czy Fundacja Batorego. Ale dla środowiska ojca Tadeusza Rydzyka?! Okazuje się jednak, że to właśnie toruńska rozgłośnia pełni rolę wspólnototwórczą i buduje społeczeństwo obywatelskie.
Po piąte: te wszystkie pozytywne cechy, które Sierakowski dostrzega w Prawie i Sprawiedliwości, są dla niego zupełnie niewidoczne po stronie przeciwnej. Dzisiejszej opozycji brak zwłaszcza “silnych przekonań”, a więc – mówiąc wprost – tożsamości. Są jak wydmuszka: z zewnątrz okazała, lecz w środku pusta, pozbawiona treści. Tak właśnie redaktor “Krytyki Politycznej” analizuje formację, która w ostatnich latach miała w Polsce wszystko: prezydenta, rząd, parlament, wszystkie instytucje państwowe, służby specjalne, poparcie największych mediów, przychylność wielkiego biznesu i sektora bankowego, wsparcie zagranicy itd. Nie miała jednak jednego: “rządu dusz”.