2015/03/16

"Bili tak, że wypadło mu oko, potem zakopali żywcem". Skatowany pies został uratowany !

Skatowany pies został uratowany

"Bili tak, że wypadło mu oko, potem zakopali żywcem". Skatowany pies został uratowany
Foto: Przytulisko GłownoTak wygląda Promyk po operacji; po prawej worek, w którym został znaleziony

Policja szuka osoby, która najpierw ciężko pobiła niewielkiego psa. Nieprzytomne zwierzę zostało wrzucone do worka i częściowo zakopane w pobliżu lasu w Głownie (woj. łódzkie). Psa udało się uratować dzięki przypadkowym osobom.

Zdjęcia Promyka (bo tak pies został nazwany w przytulisku) zrobione tuż po tym jak został znaleziony nie nadają się do publikacji, są zbyt drastyczne.
- Pies był bity po głowie tak mocno, że z czaszki wypadła gałka oczna - mówi Agnieszka Kacperska z towarzystwa przyjaciół zwierząt "Arkadia"

Na razie nie wiadomo, kto i dlaczego katował zwierzę. Udało się za to pobieżnie ustalić, jak przebiegała gehenna psa.
- Ciosy były na tyle mocne, że Promyk stracił przytomność. Jego oprawca musiał być przekonany, że pies już nie żyje - dodaje Kacperska.
I dodaje, że zwierzę zostało wrzucone do worka, który został częściowo zakopany na skraju lasu w Głownie.

Walka o życie

Po jakimś czasie pobity pies zaczął się ruszać. Zauważyły to dwie osoby, które przechodziły w pobliżu.
- Zostaliśmy zaalarmowani, że ktoś żywcem zakopał psa. To, co zobaczyliśmy na miejscu było przerażające - opowiada Agnieszka Kacperska.
Półżywe zwierzę trafiło na stół operacyjny. Weterynarz wsadził gałkę oczną na miejsce i zaszył ranę. Przez kilka pierwszych godzin nie było pewne, czy Promyka uda się uratować.
- Pies czuje się coraz lepiej. Jest już przytomny, dużo odpoczywa. Zaczyna rozumieć, że nikt nie chce go skrzywdzić - opowiada nasza rozmówczyni.
Wciąż nie wiadomo, czy uderzenia w głowę spowodowały trwałe uszkodzenie mózgu. Z każdym dniem znika opuchlizna, ale - jak zaznaczają weterynarze - na ostateczne wnioski dotyczące stanu zdrowia psa trzeba zaczekać jeszcze kilka dni.
Źródło: Przytulisko GłownoPromyk powoli wraca do zdrowia

Ukradli i skatowali?

Okoliczności dramatu Promyka bada policja. Funkcjonariusze dotarli już do mężczyzny, który podaje się za właściciela psa.
- Twierdzi on, że zwierzę zostało mu skradzione. Rozpoznał zdjęcia swojego psa w internecie - informuje asp. Sławomir Góral.
Funkcjonariusze zaznaczają, że na razie - ze względu na dobro śledztwa - nie będą informować o szczegółach prowadzonego dochodzenia. Dlatego też asp. Góral nie chce odpowiedzieć na pytanie, czy wersja przedstawiona przez rzekomego właściciela Promyka jest wiarygodna.
Polski kodeks przewiduje za znęcanie się nad zwierzętami karę do dwóch lat więzienia. Kara może być o rok wyższa, jeżeli sąd zadecyduje, że sprawca działał ze szczególnym okrucieństwem.
Co  się  dzieje  z  ludźmi  ???  Czyżby  swoje  frustracje  wyładowywali  na  zwierzętach  które  są  przyjacielami  człowieka  ??  .  To  jest  okrutne  . Jak  człowiek  , myślący  może  zrobić  coś  takiego  ???  .  To  sadyzm  ze  szczególnym  okrucieństwem  .  Ja  bym  mu  dała  10  lat  i  ani  dnia  mniej  a  od  czasu  do  czasu  -   porządne  lanie  !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!                                                                                                                                                gb

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz