Niewiele ponad trzy godziny trwało przesłuchanie Kamila Durczoka (47 l.) przed specjalną komisją, która bada, czy szef "Faktów" TVN molestował i mobbingował swoje pracownice. W przyszłym tygodniu ma być znany końcowy raport i wtedy zapadnie decyzja, czy popularny dziennikarz wróci na antenę. Przesłuchanie Durczoka przed komisją trzymane było w największej tajemnicy. Dziennikarz kilka dni temu wyszedł ze szpitala.
Durczok odpowiadał na pytania ponad trzy godziny. Przesłuchiwały go trzy osoby: adwokat Bartłomiej Raczkowski z kancelarii Raczkowski Paruch, ekspert ds. prawa pracy, oraz dwóch pracowników TVN - dyrektor działu kadr Agnieszka Trysła i dyrektor departamentu prawnego Marek Szydłowski. - Mam świadomość, że dopóki nie odzyskam dobrego imienia naruszonego przez oszczerstwa "Wprost", wywołane przez tygodnik zamieszanie utrudnia normalną pracę moim koleżankom i kolegom z redakcji - oświadczył kilka dni temu Durczok. Co mówił na przesłuchaniu? - Jako pracownik stacji nie będzie komentował żadnych kwestii związanych z komisją do czasu zakończenia jej prac - słyszymy od osób z jego otoczenia. Ale być może zostanie wezwany na rozmowę ponownie? - To członkowie komisji zdecydują, czy to, co usłyszeli, im wystarczy. Niektóre osoby były wzywane ponownie - dowiedzieliśmy się w TVN.
Przypomnijmy, że zarzut mobbingu i molestowania pracownic postawił Durczokowi tygodnik "Wprost". W połowie lutego w Radiu TOK FM dziennikarz stanowczo zaprzeczał. - Nigdy nie molestowałem żadnej z podległych mi pracownic. Nigdy nie molestowałem żadnej kobiety - powtarzał Kamil Durczok.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz