2015/08/05

Ewa milczy, telefon dzwoni, sejm świruje

Widziane z Brukseli \ Ryszard CzarneckiLudzie z Platformy mówią, że premier Kopacz trzeba pokazywać w telewizyjnych wiadomościach, ale tylko na zdjęciach. Czyli, Boże broń, żeby się pani Prezes Rady Ministrów odezwała. Kopacz ma być zatem jak egipski Sfinks: po pierwsze milczenie, po drugie milczenie, po trzecie milczenie

Kneblowanie doktor Ewy ma trwać do 23 października do północy. Paradoksalnie w ciszy wyborczej może już przemówić. To zresztą kolejny argument, żeby ową ciszę wyborczą zlikwidować.
Ostatnio mój telefon grzeje się do czerwoności i to nie tylko z powodu upałów. Odzywają się ludzie, których nie słyszałem od ok. ośmiu lat. Miło, że sobie o mnie przypomnieli. Oczywiście nie łączę tego z sondażami przedwyborczymi, bo nie jestem małostkowy. Widocznie uznali, że pomilczą tak jak Kopacz, tylko trochę im długo zeszło. Pierwsze telefony nastąpiły po pierwszej turze wyborów prezydenckich, a po 25 maja to już poszło... Ciekawe, że znajomi pączkują również u moich współpracowników. Istna epidemia! Doprawdy rozumiem tych ludzi, że nie dzwonili przez blisko sto miesięcy. Po prostu uznali, że milczenie jest złotem. A ponieważ zapewne nie przywiązują wagi do rzeczy materialnych, teraz przeszli na etap uznania, iż mowa jest srebrem. No i dzwonią... Ich troska o zaplecze kadrowe nowej władzy rozczula mnie, rozrzewia, cieszy, poprawia nastrój – tak bardzo, że nawet trochę śmieszy.
Zostawmy jednak tychże neofitów. Wiedzą, co robią. Pamiętają wszak Pismo Święte, które głosi, że lepszy jest jeden nawrócony niż 99 sprawiedliwych.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz