Ewa milczy, telefon dzwoni, sejm świruje
Widziane z Brukseli \ Ryszard CzarneckiLudzie z Platformy mówią, że premier Kopacz trzeba pokazywać w telewizyjnych wiadomościach, ale tylko na zdjęciach. Czyli, Boże broń, żeby się pani Prezes Rady Ministrów odezwała. Kopacz ma być zatem jak egipski Sfinks: po pierwsze milczenie, po drugie milczenie, po trzecie milczenie
Kneblowanie doktor Ewy ma trwać do 23 października do północy. Paradoksalnie w ciszy wyborczej może już przemówić. To zresztą kolejny argument, żeby ową ciszę wyborczą zlikwidować.
Ostatnio mój telefon grzeje się do czerwoności i to nie tylko z powodu upałów. Odzywają się ludzie, których nie słyszałem od ok. ośmiu lat. Miło, że sobie o mnie przypomnieli. Oczywiście nie łączę tego z sondażami przedwyborczymi, bo nie jestem małostkowy. Widocznie uznali, że pomilczą tak jak Kopacz, tylko trochę im długo zeszło. Pierwsze telefony nastąpiły po pierwszej turze wyborów prezydenckich, a po 25 maja to już poszło... Ciekawe, że znajomi pączkują również u moich współpracowników. Istna epidemia! Doprawdy rozumiem tych ludzi, że nie dzwonili przez blisko sto miesięcy. Po prostu uznali, że milczenie jest złotem. A ponieważ zapewne nie przywiązują wagi do rzeczy materialnych, teraz przeszli na etap uznania, iż mowa jest srebrem. No i dzwonią... Ich troska o zaplecze kadrowe nowej władzy rozczula mnie, rozrzewia, cieszy, poprawia nastrój – tak bardzo, że nawet trochę śmieszy.
Zostawmy jednak tychże neofitów. Wiedzą, co robią. Pamiętają wszak Pismo Święte, które głosi, że lepszy jest jeden nawrócony niż 99 sprawiedliwych.
Kneblowanie doktor Ewy ma trwać do 23 października do północy. Paradoksalnie w ciszy wyborczej może już przemówić. To zresztą kolejny argument, żeby ową ciszę wyborczą zlikwidować.
Ostatnio mój telefon grzeje się do czerwoności i to nie tylko z powodu upałów. Odzywają się ludzie, których nie słyszałem od ok. ośmiu lat. Miło, że sobie o mnie przypomnieli. Oczywiście nie łączę tego z sondażami przedwyborczymi, bo nie jestem małostkowy. Widocznie uznali, że pomilczą tak jak Kopacz, tylko trochę im długo zeszło. Pierwsze telefony nastąpiły po pierwszej turze wyborów prezydenckich, a po 25 maja to już poszło... Ciekawe, że znajomi pączkują również u moich współpracowników. Istna epidemia! Doprawdy rozumiem tych ludzi, że nie dzwonili przez blisko sto miesięcy. Po prostu uznali, że milczenie jest złotem. A ponieważ zapewne nie przywiązują wagi do rzeczy materialnych, teraz przeszli na etap uznania, iż mowa jest srebrem. No i dzwonią... Ich troska o zaplecze kadrowe nowej władzy rozczula mnie, rozrzewia, cieszy, poprawia nastrój – tak bardzo, że nawet trochę śmieszy.
Zostawmy jednak tychże neofitów. Wiedzą, co robią. Pamiętają wszak Pismo Święte, które głosi, że lepszy jest jeden nawrócony niż 99 sprawiedliwych.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz