Para gejów pobita w Krakowie. "W Polsce nie mamy prawa bytu"
Łukasz Woźnicki
Daniel na komisariacie i po powrocie do domu (Fot. Replika/Facebook)
Daniel Galos zdecydował, że nie będzie się ukrywał. Na Facebooku umieścił zdjęcie swojej pobitej twarzy. To, co mu się przydarzyło, szczegółowo opisał także dziennikarzom serwisów LGBT Repliki i Queer.pl. A na YouTubie opublikował nagranie swojej nocnej wizyty na komisariacie.
Na filmie młody, zakrwawiony mężczyzna. Krew cieknie mu z rozbitego nosa. Jeszcze nie wie, że nos jest złamany, o czym dopiero poinformują go lekarze ze Szpitala im. Stefana Żeromskiego w Krakowie. - Tak wyglądam, bo pobili mnie i mojego partnera. Dzwoniłem na 997 i na 112. Przez kilka ulic goniłem nawet skur..., którzy nas pobili, ale policja podobno była gdzie indziej - mówi ma filmie.
Pobili nas za jedno pytanie: "Misiek, masz może drobne?"
Nagranie powstało w nocy z soboty na niedzielę. Daniel ze swoim partnerem Hubertem wracali akurat z parapetówki i wstąpili do sklepu przy ul. Krakowskiej. - Hubert poszedł po wodę, ja zapaliłem papierosa. Wyszedł i zapytał: "Misiek, masz może drobne?" To wzbudziło zainteresowanie dwóch gości, którzy stali pod sklepem - opowiada Daniel w rozmowie z Repliką.
- Mężczyźni podeszli do nas i zaczęli wypytywać. Czy jesteśmy "pedałami", czy lubimy "rżnąć się w dupsko". Hubert próbował z nimi porozmawiać, ale odciągnąłem go na drugą stronę ulicy. Wtedy jeden podbiegł do nas i mnie zaatakował. Był niższy i udało nam się z nim poradzić. Ale z odsieczą przybiegł drugi - relacjonuje mieszkaniec Krakowa.
- Ten drugi był wyższy i zdecydowanie silniejszy. Jedyne, co zdążyłem zrobić, to wykręcić numer 112 i wykrzyczeć, że nas biją na Krakowskiej 20 w Krakowie. Obaj z Hubertem zostaliśmy pobici, ale większość ciosów wziąłem na siebie. Dlatego wyglądam, jak wyglądam - dodaje.
Policja: Po sześciu minutach byliśmy na miejscu
Daniel opowiadał, że napastnicy zaczęli uciekać, a on ruszył za nimi. W tym czasie dzwonił na numer alarmowy i informował koordynatorkę, gdzie obecnie znajdują się mężczyźni. Przebiegł za nimi cztery ulice, aż wreszcie mężczyźni zniknęli mu z oczu. Podejrzewa, że ukryli się w jednej z kamienic, o czym także telefonicznie poinformował panią po drugiej stronie słuchawki.
W tym czasie policjanci czekali na niego przy ul. Krakowskiej 20, bo tam zgłosił pobicie. Dzwonili, ale Daniel miał wyciszony telefon.
- Skąd brak koordynacji pomiędzy operatorem numeru a patrolem? - pytamy rzecznika małopolskiej policji.
- Panowie kontaktowali się głównie z numerem 112, który jest obsługiwany przez Centrum Powiadamiania Ratunkowego, a nie Policję - mówi podinsp. Mariusz Ciarka.
- Dokładnie o godz. 2.03 przyjęliśmy zgłoszenie. O godz. 2.09 pierwszy radiowóz był na miejscu. Daje to niecałe sześć minut, zatem bardzo szybko. Policjanci nikogo nie zastali na miejscu. Kilkukrotnie próbowali nawiązać kontakt telefoniczny - bez skutku. Załoga sprawdziła pobliski teren, ale nie działo się nic podejrzanego - mówi dodaje.
Dlaczego ten komisariat jest pusty?
Później pobity krakowianin także nie miał szczęścia. Operatorka odesłała mężczyznę do komisariatu przy ul. Szerokiej. To tam toczy się akcja nagrania. - Jest godz. 2.51, a tu nie ma nikogo - mówi Daniel i przechadza się po poczekalni na komisariacie. Czeka, zapala i gasi światło na korytarzach. Zatrzymuje się przy komputerze, który wyświetla serwis internetowy małopolskiej policji. Na ekranie informacja, że serwis akurat nie działa - z powodu prac konserwacyjnych.
- Nie ma tu autentycznie nikogo. Gaszę, zapalam światło, ale nikt nie reaguje - kwituje Daniel.
- Jeśli jesteście gejami, lesbijkami, trans gender wyp... stąd. W Polsce nie mamy prawa bytu - mówi rozżalony. - Pierwszy raz mnie pobili, wiecie? Ale dotkliwie. I nie ma pomocy znikąd - dodaje.
Policjant wreszcie się pojawił. - Z piętra, i chyba przez przypadek, zszedł jakiś pan. Przyjechał też Hubert, który poszedł pozbierać z ulicy nasze rzeczy i zanieść je do mieszkania. Policjanci wysłuchali nas, wypytali o wygląd napastników, spisali dane - relacjonuje koniec swoich przygód z policją.
Dlaczego nie było funkcjonariusza? Rzecznik poprosił oficera dyżurnego o wyjaśnienie, co robił w czasie, gdy Daniel kręcił nagranie. - Mógł wyjść np. do toalety czy do drugiego pokoju skorzystać z komputera - mówi. - Mężczyzna, którzy zjawił się na komisariacie został pouczony, aby przyszedł złożyć oficjalnie zeznania, gdy wytrzeźwieje. Natomiast o zdarzeniu i rysopisie sprawców powiadomiono wszystkie patrole - mówi podinsp. Ciarka.
Rzecznik podkreśla, że policja nie miała wpływu na pobicie. Nikt też nie zarzuca policjantom, że zachowywali się homofobicznie. - A czytając relacje pobitego mężczyzny czy oglądając film, można odnieść wrażenie, że główne zarzuty kieruje się w naszym kierunku, a nie sprawców pobicia - komentuje.
Przestępstwa z homofobii? Nie kojarzę
Redakcja Repliki dziękuje Danielowi, że znalazł odwagę, aby opowiedzieć publicznie o swoich doświadczeniach. Zachęcają, aby inne ofiary homofobii nie bały się mówić. "Polskie prawo nie zna pojęcia homofobii jako motywu przestępstwa. Policja nie ma obowiązku zbierać statystyk na ten temat, jak to np. dzieje się w USA czy Wielkiej Brytanii. Podnosi się argument, że takich przestępstw jest mało. Dlaczego? Bo wiele osób nie mówi policji o rzeczywistym motywie pobicia. Dlatego nagłaśnianie podobnych spraw jest bardzo ważne" - komentuje Replika.
- Statystyk nie prowadzimy, ale ja osobiście nie kojarzę ani jednej sprawy z terenu Krakowa, w których motywem była homofobia. Zdarzało się, że partnerzy się kłócili czy pobili między sobą. Nie kojarzę, aby byli atakowani przez inne, obce osoby - mówi rzecznik Ciarka.
- Sam, czasami ze znajomymi, którzy są w związkach, poruszam się po Krakowie o różnych godzinach i nigdy nic przykrego nas nie spotkało. Również razem z nimi chodzę do klubów dla LGBT i nic złego nie kojarzę - dodaje.
Na filmie młody, zakrwawiony mężczyzna. Krew cieknie mu z rozbitego nosa. Jeszcze nie wie, że nos jest złamany, o czym dopiero poinformują go lekarze ze Szpitala im. Stefana Żeromskiego w Krakowie. - Tak wyglądam, bo pobili mnie i mojego partnera. Dzwoniłem na 997 i na 112. Przez kilka ulic goniłem nawet skur..., którzy nas pobili, ale policja podobno była gdzie indziej - mówi ma filmie.
Pobili nas za jedno pytanie: "Misiek, masz może drobne?"
Nagranie powstało w nocy z soboty na niedzielę. Daniel ze swoim partnerem Hubertem wracali akurat z parapetówki i wstąpili do sklepu przy ul. Krakowskiej. - Hubert poszedł po wodę, ja zapaliłem papierosa. Wyszedł i zapytał: "Misiek, masz może drobne?" To wzbudziło zainteresowanie dwóch gości, którzy stali pod sklepem - opowiada Daniel w rozmowie z Repliką.
- Mężczyźni podeszli do nas i zaczęli wypytywać. Czy jesteśmy "pedałami", czy lubimy "rżnąć się w dupsko". Hubert próbował z nimi porozmawiać, ale odciągnąłem go na drugą stronę ulicy. Wtedy jeden podbiegł do nas i mnie zaatakował. Był niższy i udało nam się z nim poradzić. Ale z odsieczą przybiegł drugi - relacjonuje mieszkaniec Krakowa.
- Ten drugi był wyższy i zdecydowanie silniejszy. Jedyne, co zdążyłem zrobić, to wykręcić numer 112 i wykrzyczeć, że nas biją na Krakowskiej 20 w Krakowie. Obaj z Hubertem zostaliśmy pobici, ale większość ciosów wziąłem na siebie. Dlatego wyglądam, jak wyglądam - dodaje.
Policja: Po sześciu minutach byliśmy na miejscu
Daniel opowiadał, że napastnicy zaczęli uciekać, a on ruszył za nimi. W tym czasie dzwonił na numer alarmowy i informował koordynatorkę, gdzie obecnie znajdują się mężczyźni. Przebiegł za nimi cztery ulice, aż wreszcie mężczyźni zniknęli mu z oczu. Podejrzewa, że ukryli się w jednej z kamienic, o czym także telefonicznie poinformował panią po drugiej stronie słuchawki.
W tym czasie policjanci czekali na niego przy ul. Krakowskiej 20, bo tam zgłosił pobicie. Dzwonili, ale Daniel miał wyciszony telefon.
- Skąd brak koordynacji pomiędzy operatorem numeru a patrolem? - pytamy rzecznika małopolskiej policji.
- Panowie kontaktowali się głównie z numerem 112, który jest obsługiwany przez Centrum Powiadamiania Ratunkowego, a nie Policję - mówi podinsp. Mariusz Ciarka.
- Dokładnie o godz. 2.03 przyjęliśmy zgłoszenie. O godz. 2.09 pierwszy radiowóz był na miejscu. Daje to niecałe sześć minut, zatem bardzo szybko. Policjanci nikogo nie zastali na miejscu. Kilkukrotnie próbowali nawiązać kontakt telefoniczny - bez skutku. Załoga sprawdziła pobliski teren, ale nie działo się nic podejrzanego - mówi dodaje.
Dlaczego ten komisariat jest pusty?
Później pobity krakowianin także nie miał szczęścia. Operatorka odesłała mężczyznę do komisariatu przy ul. Szerokiej. To tam toczy się akcja nagrania. - Jest godz. 2.51, a tu nie ma nikogo - mówi Daniel i przechadza się po poczekalni na komisariacie. Czeka, zapala i gasi światło na korytarzach. Zatrzymuje się przy komputerze, który wyświetla serwis internetowy małopolskiej policji. Na ekranie informacja, że serwis akurat nie działa - z powodu prac konserwacyjnych.
- Nie ma tu autentycznie nikogo. Gaszę, zapalam światło, ale nikt nie reaguje - kwituje Daniel.
- Jeśli jesteście gejami, lesbijkami, trans gender wyp... stąd. W Polsce nie mamy prawa bytu - mówi rozżalony. - Pierwszy raz mnie pobili, wiecie? Ale dotkliwie. I nie ma pomocy znikąd - dodaje.
Policjant wreszcie się pojawił. - Z piętra, i chyba przez przypadek, zszedł jakiś pan. Przyjechał też Hubert, który poszedł pozbierać z ulicy nasze rzeczy i zanieść je do mieszkania. Policjanci wysłuchali nas, wypytali o wygląd napastników, spisali dane - relacjonuje koniec swoich przygód z policją.
Dlaczego nie było funkcjonariusza? Rzecznik poprosił oficera dyżurnego o wyjaśnienie, co robił w czasie, gdy Daniel kręcił nagranie. - Mógł wyjść np. do toalety czy do drugiego pokoju skorzystać z komputera - mówi. - Mężczyzna, którzy zjawił się na komisariacie został pouczony, aby przyszedł złożyć oficjalnie zeznania, gdy wytrzeźwieje. Natomiast o zdarzeniu i rysopisie sprawców powiadomiono wszystkie patrole - mówi podinsp. Ciarka.
Rzecznik podkreśla, że policja nie miała wpływu na pobicie. Nikt też nie zarzuca policjantom, że zachowywali się homofobicznie. - A czytając relacje pobitego mężczyzny czy oglądając film, można odnieść wrażenie, że główne zarzuty kieruje się w naszym kierunku, a nie sprawców pobicia - komentuje.
Przestępstwa z homofobii? Nie kojarzę
Redakcja Repliki dziękuje Danielowi, że znalazł odwagę, aby opowiedzieć publicznie o swoich doświadczeniach. Zachęcają, aby inne ofiary homofobii nie bały się mówić. "Polskie prawo nie zna pojęcia homofobii jako motywu przestępstwa. Policja nie ma obowiązku zbierać statystyk na ten temat, jak to np. dzieje się w USA czy Wielkiej Brytanii. Podnosi się argument, że takich przestępstw jest mało. Dlaczego? Bo wiele osób nie mówi policji o rzeczywistym motywie pobicia. Dlatego nagłaśnianie podobnych spraw jest bardzo ważne" - komentuje Replika.
- Statystyk nie prowadzimy, ale ja osobiście nie kojarzę ani jednej sprawy z terenu Krakowa, w których motywem była homofobia. Zdarzało się, że partnerzy się kłócili czy pobili między sobą. Nie kojarzę, aby byli atakowani przez inne, obce osoby - mówi rzecznik Ciarka.
- Sam, czasami ze znajomymi, którzy są w związkach, poruszam się po Krakowie o różnych godzinach i nigdy nic przykrego nas nie spotkało. Również razem z nimi chodzę do klubów dla LGBT i nic złego nie kojarzę - dodaje.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz