Fundację zawiadomił mężczyzna, który - jak powiedział - starał się wezwać pomoc do psa.  

- Stwierdził, że  pomocy miała odmówić mu policja. Kazała poczekać do poniedziałku, bo w sobotę urzędy ani żadne służby nie pracują i nie ma kto pomóc umierającemu psu - powiedział Gadomski.

Skrajnie wycieńczony, obolały, nie chodził

Według mężczyzny, telefonu nie odbierano też w żadnej z pobliskich instytucji, które mogły pomóc. Zawiadomił więc Fundację Zielony Pies, której siedziba oddalona jest od Nowej Wsi o 45 km.

Po psa przyjechała wolontariuszka fundacji Anna Ruszkiewicz. Leżał niemal pod tablicą z nazwą miejscowości, był okryty kocykiem przez mężczyznę, który zgłosił zdarzenie. 

Zwierzę przewieziono do lecznicy w Żyrardowie, z którą fundacja współpracuje od lat. Pies był skrajnie wycieńczony, obolały i nie chodził. Po badaniach i przyjęciu leków przeciwbólowych, przeciwzapalnych oraz kroplówek nawadniających i wzmacniających trafił do ośrodka Fundacji Zielony Pies. 

W poniedziałek przeprowadzono dalszą diagnostykę. - Pies nadal nie chodzi. Ma najprawdopodobniej uraz kompresyjny 6 kręgu - powiedział Mirosław Gadomski. Wyjaśnił, że będzie konieczne badanie tomograficzne.

"Ostatnie zgłoszenia wykańczają nas emocjonalnie"

Gadomski przypomniał też sprawę sprzed paru dni, kiedy w fundacji dostali zawiadomienie o zamarzniętym psie przywiązanym do metrowego łańcucha.

- Usłyszeliśmy, że zamarzł, bo był stary. Ostatnie zgłoszenia są takie, że nas emocjonalnie wykańczają - smutno skonstatował Gadomski.

polsatnews.pl