ruskieleca_wiaterByłem na imieninowym przyjęciu znajomego. Niektórzy goście ukradkiem chwytali swe komórki. Okazało się, że trwa jakiś mecz Rosja-Polska. Sport mnie nie obchodzi, a jednak zezłościłem się, usłyszawszy, że Rosja przegrała. Życzę Rosji wygrywania wszystkich meczów międzynarodowych. Wielkiej ekspansji kultury i showbiznesu. Sukcesów handlowych. Królowania w modzie. Rosjanie mają kompleks wyższości–niższości i wybujały samokult narodowy. Niechaj ich ambicje znajdują więc ujście nieterytorialne i pozamilitarne. Np. ONZ może uchwalić, że Miss Świata musi prawosławnie pisać cyrylicą.
Na przyjęciu, o którym wspomniałem, wśród setki przyzwoitych ludzi bawił także Jan Pietrzak, muza Kaczyńskiego brzdąkająca mu na gitarze. Autor niby-felietonów w pisowskiej prasie, które przypominają wstępniaki „Trybuny Ludu”, tylko treściowo są na opak. W odróżnieniu od ministrów pani Kopacz znam Pietrzaka od zawsze, dzieliłem z nim nawet jego żonę. Pietrzak ów na przyjęciu tym manewrował jak mistrz żeglarstwo i kicał jak zając, żeby tylko na mnie się nie natknąć. Dziwne. Kaczyści chcą ruszać na wojnę z Rosją, a uciekają już przed jednym starym komuchem bez zębów.
Po przyjęciu, na którym minąłem się z Pietrzakiem, pojechaliśmy na drugie przyjęcie bez Pietrzaka. Ozdabiały je modelki w długich sukniach, snuł się kapitał młody i wielki obserwowany ze ścian pałacu przez kosztowne obrazy Ecole de Paris. Ja doznałem ataku drobnomieszczańskiego wstydu typowego dla moich żydowskich przodków i nie wszedłem tam z Daniszewską. Promile plątały bowiem Daniszewskiej nogi tak bardzo, że lewa szła po prawej stronie, a prawa po lewej i jedna podważała drugą. Leżąc już u siebie w łóżku, zobaczyłem przez okno gwarny pochód zmierzający do mojego domu. To fanatyczni miłośnicy „Dialogów dam w drodze do kościoła” nieśli swą idolkę do małżeńskiej łożnicy państwa Daniszewskich. Czołówka pochodu wkroczyła do sypialni, bo chciała dowiedzieć się wszystkiego o Daniszewskiej. Ogłosiłem, że Daniszewska ma córkę, a ta katar i kapelusz.