2015/06/03

Pies skatowany prawie na śmierć przez furiata. Bił łopatą i kijem, zakopał żywcem

Pies został zabrany przez pracownice STOnZu. Weterynarz opatrzył rany, zrobił obdukcje, która posłuży jako dowód w sprawie, którą STOnZ chce wytoczyć oprawcy
Pies został zabrany przez pracownice STOnZu. Weterynarz opatrzył rany, zrobił obdukcje, która posłuży jako dowód w sprawie, którą STOnZ chce wytoczyć oprawcy Fot. archiwum STOnZ

SANOK. Kolejny przejaw bestialstwa wobec zwierząt. Mieszkaniec podsanockich Olchowiec prawie skatował na śmierć psa swojej partnerki. Bił kijem i łopatą, a kiedy wycieńczony psiak stracił przytomność, zakopał go żywcem. Gehenna psa trwała kilka godzin. Rozegrała się na oczach świadków, którzy nie zrobili nic, aby uratować skatowane zwierze. Nic nie zrobiła też wezwana na miejsce policja. - Całkowicie zignorowali temat. Osobiście zawiozłam im zakrwawioną łopatę i kij. Na litość boską, przecież tak nie może być, żeby na oczach ludzi prawie zamordować zwierzę! - mówi zbulwersowana Aneta Zaleska ze STOnZ-u i zapowiada, że sprawy nie odpuści. - Jeszcze dzisiaj złożę w prokuraturze zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa.

Horror psiaka zaczął się w niedzielny poranek 31 maja. - Mężczyzna, który przebywał wtedy u swojej partnerki, wpadł w szał i zaczął okładać przerażonego psa po całym ciele łopatą. Pies uciekał, wył z bólu, a oprawca gonił go po całym ogrodzie. Wokół mieszkają sąsiedzi. Nie zareagował nikt! Polowanie na pieska trwało ponad trzy godziny. Ślady krwi są wszędzie. Na płytkach chodnikowych, ścianach budynku. Kiedy w końcu pies stracił siły, oprawca chciał pochować go żywcem. Pies odzyskał jednak przytomność i wykopał się z ziemi - relacjonuje Aneta Zaleska.
Kiedy na miejsce przyjechał syn właścicielki psa od razu wezwał policję. - Owszem patrol się pojawił, lecz nie zrobił kompletnie nic! O sytuacji dowiedziała się członkini Społecznego Towarzystwa nad Zwierzętami. Zadzwoniła do dyżurnego policjanta z zapytaniem o tę interwencję. Dowiedzieliśmy się, że może ktoś chciał psa skarcić! - mówi Aneta Zaleska.
Policja odpowiada, że w sprawie wszczęła postępowanie, które ma wyjaśnić okoliczności zdarzenia, właścicielka psa bowiem zaprzecza, że pies został pobity. 
- Brak słów i włosy stają dęba. Obecne podczas rozgrywającej się tragedii psa były partnerka oprawcy oraz jej matka. Żadna nie broniła przerażonego psa. Człowiek - bestia, miał ponoć stwierdzić, że wie jak się psy zabija! - relacjonuje Aneta Zaleska.
Psem zajął się weterynarz. Opatrzył rany, ma też przygotować obdukcję.
Pracownice STOnZ-u zabezpieczyły zakrwawioną łopatę i drewniany kij, zrobiły zdjęcia psa i śladów krwi na podwórku, gdzie mężczyzna katował zwierzę. Materiały zostały przekazane policji.
- Przemoc wobec zwierząt jest przestępstwem! Dlaczego policjanci nie zatrzymali mężczyzny? Dlaczego natychmiast nie zajęli się sprawą? Po prostu odjechali zostawiając pobitego psa… Brak słów tak dla bestialstwa tego czynu jak i braku profesjonalizmu policji. Czy to w porządku, że policja ignoruje takie sprawy? Czy to w porządku, że sąsiedzi widzą tylko koniec swojego nosa? Nikt, dosłownie nikt przez trzy godziny nie pomógł temu biednemu, skatowanemu psu - podsumowuje nasza rozmówczyni.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz