Stachanowskie normy? Drogówka ma wlepić 1,7 mln mandatów do końca roku
MT
Czasy, gdy kobieta mogła wypłakać złagodzenie mandatu, minęły. Policja nie odpuści, bo ma do wykonania roczny plan. W 2015 musi wlepić minimum 1,7 mln mandatów. Innymi słowy - pociągnąć za portfel co dziesiątego kierowcę.
- To są naciski. Chodzi o to, by do budżetu wpłynęło więcej pieniędzy - komentuje Wojciech Pasieczny, b. szef sekcji wypadkowej komendy stołecznej policji w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”.
O co chodzi? W myśl zapisom zredagowanym w Ministerstwie Infrastruktury i Rozwoju liczba „ujawnionych wykroczeń” związanych z przekroczeniem prędkości musi wynosić co najmniej tyle, co w zeszłym roku, czyli 1,67 mln. Podobne wytyczne obejmują kary dla pieszych (420 tys.) i wykroczenia kierowców względem nich (38 tys.). Częstsze mają być także kontrole na drogach.
Oczywiście ministerstwu cel przyświeca szczytny, bo przecież nie chodzi o pieniądze, tylko o bezpieczeństwo na drogach. Zapis o mandatach znalazł się na liście zadań Programu Realizacyjnego, wydanego przez Krajową Radę Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego, i została zaaprobowana przez ministra.
Zobacz, co zmieniło się w przepisach o ruchu drogowym?
Radość z mandatu
Tyle że rozwiązanie zamiast ucieszyć wszystkich przyszłych beneficjentów bezpiecznych dróg wzbudziło kontrowersje. I to nie tylko wśród kierowców, ale też samych kontrolerów. - Spotykam się ostatnio z policjantami w Polsce i słyszę, że po zaostrzeniu przepisów regularnie pojawiają się naciski: „ile zatrzymaliście praw jazdy i dlaczego tak mało”. To odpowiadam: No, dlatego tak mało, że ludzie chyba wreszcie zrozumieli, że muszą przestrzegać przepisów, bo inaczej stracą prawo jazdy – tłumaczy Wojciech Pasieczny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz