Tragedia wydarzyła się wczesnym rankiem, w poniedziałek, 3 sierpnia ubiegłego roku. Mieszkająca w Dolistowie Starym (pow. moniecki) Wioletta S. jak co dzień szykowała się do pracy. Brała właśnie prysznic, gdy do łazienki z impetem wszedł jej mąż, Tomasz S. Pokłócili się i wściekły 44-latek wyszedł z domu. Jednak po chwili wrócił. W jednej ręce trzymał kanister benzyny, a w drugiej zapalniczkę.Oblał siedzącą w wannie żonę, podpalił i uciekł. Straszliwe krzyki cierpiącej kobiety usłyszał jej syn. Niestety stało się to dopiero po godzinie. Wioletta S. trafiła do specjalistycznego szpitala w Warszawie, ale już wtedy wiadomo było, że nie ma szans. Miała poparzone 80 proc. ciała. Lekarze ocenili ryzyko zgonu na 100 procent, jednak stało się to dopiero .
W poniedziałek oprawca kobiety usłyszał wyrok. Za zbrodnię ze szczególnym okrucieństwem dostał 25 lat więzienia z możliwością starania się o przedterminowe zwolnienie dopiero po 20 latach. – Wybrał szczególnie okrutny sposób pozbawienia żony życia. Spalenie. Wiedział, że taka śmierć nie nastąpi od razu, a po jakimś czasie bólu i tkwienia w cierpieniu – powiedziała w uzasadnieniu poniedziałkowego wyroku sędzia Marzenna Roleder.
Dodała, że kara dożywocia zarezerwowana jest dla osób zupełnie już nie rokujących na przyszłość. – Trudno o oskarżonym powiedzieć, że jest osobą, która nie ma już żadnej przyszłości. Jakąś przyszłość oskarżony ma, ale na pewno nie jest to bliska przyszłość – dodała sędzia Marzenna Roleder. Tomasz S. przyjął tę wiadomość bardzo spokojnie. Wyrok nie jest jeszcze prawomocny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz