Z pewnością negocjacje handlowe są terminem całkowicie obcym dla 49-letniego mieszkańca Lublina. W jednym z marketów budowlanych upatrzył sobie cement w uszkodzonych workach i zażądał od sprzedawców rabatu na wybrakowany jego zdaniem towar. A gdy go nie dostał...wpadł w szał!
To nie żart, nerwus rzucił się na pracowników sklepu z gazem pieprzowym, strasząc ich przy okazji i obficie lżąc najgorszymi obelgami. Mężczyzna pojawił się w składzie budowlanym mieszczącym się przy al. Kraśnickich z samego rana. Długo oglądał towar. - A na to musi być solidny rabat – zwrócił się do obsługi głosem nie znającym sprzeciwu wskazując na worki cementu, które uległy uszkodzeniu. Pracownicy odmówili. Klient zaklął pod nosem, odwrócił się na pięcie i wyszedł ze sklepu. Nie dał jednak za wygraną. Po chwili wrócił... - W dłoni trzymał przedmiot przypominający broń – opowiadają policjanci. Strasząc, że zaraz ze wszystkimi zrobi porządek ponowił żądanie. Nie spodziewał się, że obsługa zamiast ugiąć się przed siłą, po prostu zadzwoni na policję... - Gdy sprawca dowiedział się że na miejsce zostali wezwani policjanci, natychmiast zbiegł z miejsca zdarzenia. Przybyli na miejsce funkcjonariusze uzyskali od sprzedawcy informacje o danych auta, którym odjechał. Długo nie musieli go szukać. Po kilkunastu minutach zatrzymali mercedesa, którym przyjechał do sklepu. - Podczas przeszukania samochodu policjanci ujawnili miotacz gazu pieprzowego. Mężczyzna został zatrzymany i przyznał się do zarzucanego mu czynu – dodają mundurowi. Sprawca usłyszał zarzut kierowania gróźb karalnych i zaproponował, że dobrowolnie podda się karze. Policjanci zabezpieczyli od niego 1200zł na poczet przyszłej kary. Mężczyźnie grozi kara pozbawienia wolności do lat 2.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz