
foto: GP
Szczególnym rodzajem perwersji ze strony posłów jest odrzucenie większości poprawek zgłaszanych w trakcie prac nad ustawą dotyczącą in vitro. Mimo protestów wielu środowisk, mimo negatywnej opinii Sądu Najwyższego, mimo miażdżącej argumentacji prawników z Instytutu Ordo Iuris,
ustawa przeszła w najbardziej kontrowersyjnym kształcie. Zignorowanie głosu Kościoła, pogarda dla badań naukowych i zdrowego rozsądku, lekważenie spójności prawa – dowodzą, jak potężne są siły, które doprowadziły do przejęcia fatalnej ustawy.
Kto korzysta?
Ponieważ program zakłada finansowanie zabiegów z pieniędzy podatnika, na ustawie skorzystają przedsiębiorcy, którzy prowadzą kliniki sztucznego rozrodu. Wysłali oni do sejmu lobbystkę, panią Katarzynę Kozioł, współwłaścicielkę Przychodni Lekarskiej „nOvum”, która realizuje praktyki in vitro.
Mimo że sprawa ta została odkryta i upubliczniona, pani Kozioł pracowała nad ustawą jako ekspert... strony rządowej! Posłom Platformy nie przeszkadzał jawny konflikt interesów i to, że przedstawiciele biznesu piszą dla siebie ustawę. W kraju, gdzie kolejne grupy chorych tracą refundację leków, gdzie upokarzani głodowymi zasiłkami rodzice niepełnosprawnych dzieci blokują sejm, nie mogąc doprosić się rewaloryzacji świadczeń, rząd lekką reką transferuje publiczne
pieniądze do prywatnych firm.
Kolejnym beneficjentem jest
lobby homoseksualne. Przyjęta ustawa umożliwia bowiem uzyskanie statusu ojca mężczyźnie, który nie jest genetycznie spokrewniony z dzieckiem. Wystarczy oświadczenie matki, którego prawdziwości nie sposób zweryfikować. Mimo że Sąd Najwyższy alarmował, iż ustawa „pozostawia wykreowanie rodzinnego stosunku prawnego ojcostwa pomiędzy osobami obcymi, poza wszelką kontrolą”, parlamentarzyści uznali się bardziej kompetentni i zignorowali apel. W ten sposób do polskiego prawa została wprowadzona instytucja matki surogatki, a homoseksualiści zyskali narzędzie pozwalające im na wytworzenie stosunku pokrewieństwa między nimi a dzieckiem zastępczej matki. Żądania prawa do homorodzicielstwa z zastosowaniem surogacji oraz firm świadczących usługi w tym zakresie zgłaszali w maju, na kongresie w Brukseli, przedstawiciele międzynarodowej organizacji Men Having Babies. Dziś polski rząd wychodzi im naprzeciw, a może właśnie wprowadza od tyłu (cokolwiek to znaczy) prawo realizujące jeden z najbardziej kontrowersyjnych postulatów środowisk homoseksualnych.
Kto traci?
My wszyscy. Przez złe i niespójne prawo, przez atak na normy moralne i cywilizacyjne, przez skok na
pieniądzepodatnika. Tracą rodzice, ponieważ zamiast poprawy diagnostyki, rozwoju naprotechnologii i rzeczywistego leczenia przyczyn niepłodności wybrano kosztowną i ryzykowną „drogę na skróty”, która nikogo i nic nie leczy. Ponadto, według analizy prawników z Instytutu Ordo Iuris, dzieje się to z pogwałceniem praw pacjenta.
„Zważywszy na ogromny ładunek emocjonalny towarzyszący podejmowanym decyzjom, rodzice są szczególnie podatni na stosowane przez przedsiębiorców in vitro nieuczciwe praktyki, polegające na nierzetelnym informowaniu o procedurach i skutkach, oraz wyłudzaniu oświadczeń o zrzeczeniu się roszczeń odszkodowawczych wobec klinik”. Nie zawsze informuje się ich o zwiększonym ryzyku wystąpienia u dzieci wad wrodzonych. Całkowicie komercyjny charakter działalności klinik objętych rządowym finansowaniem procedury in vitro oraz zawarcie niedozwolonych klauzul (stosowanych przynajmniej przez część przedsiębiorców prowadzących te usługi), w opinii Instytutu Ordo Iuris kwalifikuje sprawę, by zajął się nią Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów.
Ale najbardziej poszkodowane są dzieci. Każdy człowiek ma prawo do naturalnego poczęcia i rozwoju. Każdy człowiek ma prawo do życia w normalnej, a nie gejowskiej rodzinie.
Dzieci nikt nie zapyta o zdanie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz