2015/07/02

» Największą niewiadomą przed niedzielnym referendum w Grecji nie jest jego wynik lecz to, czy w ogóle do niego dojdzie. Korespondencja z Aten Grecy najwyraźniej przyzwyczaili się do tygodnia bez banków i z limitami wypłat w bankomatach. W Atenach niewielkie kolejki ustawiają się tylko rano, potem nikną. Ludzie zaczynają żartować, pokazując sobie plik trzech dwudziestek euro, że już zdążyli wypłacić swoją dzienną dolę. Rząd postanowił zamknąć na tydzień banki wprowadzić ograniczenia w wypłatach, by zapobiec ucieczce kapitału. Greckie banki mają potężną lukę między depozytami i kredytami, którą finansują tylko dzięki kroplówce z Europejskiego Banku Centralnego. 90 mld ratunkowej linii kredytowej (ELA) i innych funduszy wspólnego mechanizmu bankowego pozwala bankom trwać, ale jeśli ta kroplówka zostanie odcięta, system bankowy zawali się jak domek z kart. – Na tydzień została zamrożona cała gospodarka – mówi Eleni Panagiotarea z ateńskiego think tanku Eliamep. – Ludzie i firmy wstrzymują się z inwestycjami, bo nie mają dostępu do pieniędzy i nie wiedzą co dalej. Co dalej, to pytanie, które zadają sobie tutaj wszyscy. Ogłoszone ad hoc niedzielne referendum odbija się czkawką rządowi Aleksisa Tsiprasa. Referendum miało być ostrą zagrywką negocjacyjną wobec negocjatorów ze strony Komisji Europejskiej EBC i Międzynarodowego Funduszu Walutowego, by wymusić na nich ustępstwa co do reform w Grecji. Ale Tsipras – idąc zapewne za radą swego ministra finansów, Yanisa Warufakisa, specjalisty od teorii gier – najwyraźniej przelicytował. Europejscy partnerzy uznali, że negocjacje dobiegły końca. Przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk powiedział nawet „game over”. Wszyscy powtarzają, że do negocjacji można wrócić, ale dopiero po referendum. Czytaj też: Grecy uważają się za najbardziej pracowity naród w Europie >>> I tu zaczyna się problem, a raczej cały koszyk problemów. Po pierwsze, pytanie w referendum dotyczy propozycji MFW, EBC i Komisji Europejskiej z 25 czerwca. Tyle że, jak powtarzają wszyscy politycy ze strefy euro, owa propozycja jest nieaktualna, bo została przez rząd Tsiprasa odrzucona. Grecki rząd nawołuje do głosowania na "nie" i trzeba przyznać, że owa kampania nabiera tempa – w całej stolicy widać plakaty, rozdawane są ulotki i krążą ludzie z megafonami, nawołując do "Oxi" - czyli "nie" w niedzielnym referendum. Problem w tym, że rząd nie wyjaśnia, co stanie się, jeśli wygrają przeciwnicy unijnego pakietu ratunkowego. Zdaniem Tsiprasa, będzie to wzmocnienie pozycji negocjacyjnej, ale nie wyjście z eurolandu. Zdaniem części unijnych polityków – będzie to decyzja o Grexicie. Z sondaży wynika, że zwolennicy "tak" i "nie" idą prawie łeb w łeb (52 proc. na "nie", 48 proc. na "tak") – ale przeciwników planu ratunkowego ubywa od kiedy mogą odczuć przedsmak prawdziwego Grexitu – czyli pozamykane banki i limity wypłat z bankomatów. Nie jest pewne czy do referendum w ogóle dojdzie. Z przecieków z kręgów unijnych wynika, że Tsipras najchętniej by się z niego wycofał i wrócił z podkulonym ogonem do negocjacji. Ale prawna machina już poszła w ruch i nie da się jej łatwo zatrzymać. Jutro sprawą referendum ma się zająć grecki Trybunał Konstytucyjny. W środę zastrzeżenia zgłosiła Rada Europy – zdaniem tej instytucji referendum zwołano za szybko. Każdy plebiscyt wymaga co najmniej dwutygodniowej kampanii, a także wyznaczenia niezależnych obserwatorów. A przy tak szybkim, tygodniowym terminie to praktycznie niemożliwe. Pewne wydaje się tylko jedno – jeśli Grecy w referendum opowiedzą się za unijnym pakietem ratunkowym i związanymi z nim reformami, rząd Tsiprasa poda się do dymisji. Tagi: Grecja kryzys referendum




grecja flaga parlament
Plac Syntagma w Atenach. W tle budynek parlamentu. Fot. Alkis Konstantinidis/PAP
  • grecja

Największą niewiadomą przed niedzielnym referendum w Grecji nie jest jego wynik lecz to, czy w ogóle do niego dojdzie.
Korespondencja z Aten
Grecy najwyraźniej przyzwyczaili się do tygodnia bez banków i z limitami wypłat w bankomatach. W Atenach niewielkie kolejki ustawiają się tylko rano, potem nikną. Ludzie zaczynają żartować, pokazując sobie plik trzech dwudziestek euro, że już zdążyli wypłacić swoją dzienną dolę. 
Rząd postanowił zamknąć na tydzień banki wprowadzić ograniczenia w wypłatach, by zapobiec ucieczce kapitału. Greckie banki mają potężną lukę między depozytami i kredytami, którą finansują tylko dzięki kroplówce z Europejskiego Banku Centralnego. 90 mld ratunkowej linii kredytowej (ELA) i innych funduszy wspólnego mechanizmu bankowego pozwala bankom trwać, ale jeśli ta kroplówka zostanie odcięta, system bankowy zawali się jak domek z kart.
– Na tydzień została zamrożona cała gospodarka – mówi Eleni Panagiotarea z ateńskiego think tanku Eliamep. – Ludzie i firmy wstrzymują się z inwestycjami, bo nie mają dostępu do pieniędzy i nie wiedzą co dalej.
Co dalej, to pytanie, które zadają sobie tutaj wszyscy. Ogłoszone ad hoc niedzielne referendum odbija się czkawką rządowi Aleksisa Tsiprasa. Referendum miało być ostrą zagrywką negocjacyjną wobec negocjatorów ze strony Komisji Europejskiej EBC i Międzynarodowego Funduszu Walutowego, by wymusić na nich ustępstwa co do reform w Grecji. Ale Tsipras – idąc zapewne za radą swego ministra finansów, Yanisa Warufakisa, specjalisty od teorii gier – najwyraźniej przelicytował. Europejscy partnerzy uznali, że negocjacje dobiegły końca. Przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk powiedział nawet „game over”. Wszyscy powtarzają, że do negocjacji można wrócić, ale dopiero po referendum.

I tu zaczyna się problem, a raczej cały koszyk problemów. Po pierwsze, pytanie w referendum dotyczy propozycji MFW, EBC i Komisji Europejskiej z 25 czerwca. Tyle że, jak powtarzają wszyscy politycy ze strefy euro, owa propozycja jest nieaktualna, bo została przez rząd Tsiprasa odrzucona. Grecki rząd nawołuje do głosowania na "nie" i trzeba przyznać, że owa kampania nabiera tempa – w całej stolicy widać plakaty, rozdawane są ulotki i krążą ludzie z megafonami, nawołując do "Oxi" - czyli "nie" w niedzielnym referendum. Problem w tym, że rząd nie wyjaśnia, co stanie się, jeśli wygrają przeciwnicy unijnego pakietu ratunkowego. Zdaniem Tsiprasa, będzie to wzmocnienie pozycji negocjacyjnej, ale nie wyjście z eurolandu. Zdaniem części unijnych polityków – będzie to decyzja o Grexicie. Z sondaży wynika, że zwolennicy "tak" i "nie" idą prawie łeb w łeb (52 proc. na "nie", 48 proc. na "tak") – ale przeciwników planu ratunkowego ubywa od kiedy mogą odczuć przedsmak prawdziwego Grexitu – czyli pozamykane banki i limity wypłat z bankomatów.
Nie jest pewne czy do referendum w ogóle dojdzie. Z przecieków z kręgów unijnych wynika, że Tsipras najchętniej by się z niego wycofał i wrócił z podkulonym ogonem do negocjacji. Ale prawna machina już poszła w ruch i nie da się jej łatwo zatrzymać. Jutro sprawą referendum ma się zająć grecki Trybunał Konstytucyjny. W środę zastrzeżenia zgłosiła Rada Europy – zdaniem tej instytucji referendum zwołano za szybko. Każdy plebiscyt wymaga co najmniej dwutygodniowej kampanii, a także wyznaczenia niezależnych obserwatorów. A przy tak szybkim, tygodniowym terminie to praktycznie niemożliwe.
Pewne wydaje się tylko jedno – jeśli Grecy w referendum opowiedzą się za unijnym pakietem ratunkowym i związanymi z nim reformami, rząd Tsiprasa poda się do dymisji.

Tagi: Grecja kryzys referendum                                                                                                                                                                                                                                                                                           Grecy  teraz  powinni  się  trzymać  razem  i  zrobić  wszystko  żeby  wystąpić  z  Unii  .  Za  jej  przykładem  powinny  to  zrobić  inne  kraje  których  unia  jeszcze  nie  wykończyła  .  Najpierw  padło  na  Grecję  bo  ktoś  musi  byś  pierwszy  .  I  to powinno być  nauczką  dla  biedniejszych  członków  bo  wstąpienie  do  tego  tworu  to  strzał  w  kolano  .  A  Unia  niech  sama  na  siebie  pracuje  bo  jak  na  razie  żeruje  na  członkach  .  Niemcy  wykończą  wszystkich   bo  to  podły  ,  zawistny  naród  ,  rządny  władzy  .  Zresztą  nie  tylko  oni  .  Więc  czym  prędzej  zmiatać  z  tej  UNII  póki  czas!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!                                                                                                                                                                                    gb

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz