2017/05/23

Lekcja z kolejnych zamachów, z przymusowych relokacji jest prosta: obecna polityka pogrzebie Europę

autor: EPA/PAPNiezależnie od tego, kto jest odpowiedzialny za zamach w Manchesterze, ta zbrodnia po raz kolejny zwraca uwagę na bezpieczeństwo Europy. Problem imigrantów, w tym terrorystów dostających się do Europy wraz z kolejnymi imigranckimi falami, to jedna z najważniejszych kwestii bezpieczeństwa. Warto o tym mówić szczególnie dziś, gdy Komisja Europejska chce siłowo rozwiązać problem tzw. relokacji imigrantów, czyli zmusić wszystkie państwa UE do ich przyjmowania. Tyle tylko, że relokacja jest leczeniem objawowym, nie dotyka natomiast istoty choroby. A polega ona na tym, że klasyczny, zbrodniczy terroryzm nie byłby w świecie Zachodu takim zagrożeniem, gdyby nie terror bardzo naiwnie pojmowanego humanitaryzmu. Nie tylko wylewa się on wielkimi strumieniami z ust postępowych polityków i elit oraz z mediów przy okazji sprawy relokacji. Przede wszystkim bardzo „humanitarne” są przepisy imigracyjne, co sprawia, że służby imigracyjne są bezradne wobec osób mających „złe zamiary” bądź celowo fałszujących albo ukrywających swoją tożsamość. A wpuszczanie na teren Unii Europejskiej grup niekontrolowanych wcale bądź bardzo powierzchownie zwykle było uzasadniane względami humanitarnymi, czemu przeważnie towarzyszyła histeria postępowych mediów i tzw. autorytetów.Często histeria bywa inspirowana ewidentnymi manipulacjami, np. „ustawionymi” fotografiami ofiar, żeby wywołać odpowiednie emocje. Rozpętywanie histerii o podłożu humanitarnym wydaje się wręcz jedną z najczęściej stosowanych w ostatnich latach strategii terrorystów. Strategii bardzo skutecznie maskujących ich rzeczywiste działania i prawdziwe intencje. I terror tak pojmowanego humanitaryzmu czyni kontrolę imigrantów fikcją. System przyjmowania imigrantów, zwanych często zamiennie uchodźcami, ma więc fundamentalną wadę na wejściu. Co oznacza, że nie jest żadnym sitem, a jeśli jest, to wyjątkowo dziurawym, o czym najlepiej świadczą zamachowcy z Belgii bądź Niemiec, nie wychwyceni ani na etapie wstępnej kontroli, ani później, gdy skierowano ich do konkretnych miejscowości czy rodzin zastępczych. Cała strategia Unii Europejskiej wobec przyjmowania imigrantów jest nacechowana prymatem szeroko pojmowanego humanitaryzmu nad względami bezpieczeństwa. Jest to bardzo szczytne i wzniosłe, tylko kompletnie niepraktyczne, gdyż właściwie nie chroni Unii Europejskiej przed przenikaniem niebezpiecznych osób na jej terytorium. A później odpowiednie służby nie potrafią bądź nie są w stanie ich zweryfikować. Nawet jeśli takie osoby zostaną zatrzymane, bardzo trudno je wydalić, gdyż przepisy azylowe są pełne korzystnych dla nich furtek, zaś przepisy ekstradycyjne są stosowane z wyjątkową opieszałością. Przed deportacją chroni nawet podejrzenie, że w kraju, do którego mieliby wrócić, groziłoby im nieludzkie traktowanie. Zdarzało się w ostatnich latach, że osoby unikające deportacji, m.in. na podstawie orzeczeń ETPC, popełniały kolejne przestępstwa terrorystyczne.
Bezpieczeństwo przegrywa z prymatem humanitaryzmu także na poziomie sądów oraz wykonywania ich wyroków. Sądy w państwach Unii Europejskiej są wręcz współodpowiedzialne za to, że terroryzmu nie udaje się zwalczyć. Systemy prawne w większości państw europejskich, na czele z Europejskim Trybunałem Praw Człowieka w Strasburgu, orzekają wyjątkowo niskie kary (zwykle kilku lat więzienia) wobec osób oskarżonych o akty terroryzmu, co wynika z wyjątkowo szerokiej interpretacji praw człowieka. Z tym wiążą się również przedterminowe zwolnienia osób skazanych za zbrodnie o charakterze terrorystycznym. To sprawia, że w większości wypadków kara w ogóle nie odstrasza. Mało tego, odbywanie kary w więzieniach zorganizowanych tak, iż chroni się prawa więźnia w ramach bardzo szeroko pojmowanych praw człowieka, sprawia, że zakłady karne nie izolują skazanych terrorystów i nie przeszkadzają im w planowaniu kolejnych akcji.Więzienia umożliwiają podtrzymywanie kontaktów w kręgach osób i organizacji posługujących się aktami terroru, również w świecie zewnętrznym, a także umożliwiają werbowanie i szkolenie adeptów wewnątrz więziennych murów. Tym bardziej że skazani to często osoby mające doświadczenie bojowe i przeszkolenie wojskowe. A ci świeżo przez nich zwerbowani, mając perspektywę udziału w czymś ważnym, co nadaje sens ich życiu, są często znacznie radykalniejsi od osób werbowanych poza więzieniami. Gdy gdzieś dochodzi do ścisłej izolacji więźniów, zaraz znajdują się dziesiątki obrońców osób tak uciemiężonych, odpowiednie pozwy trafiają do ETPC w Strasburgu, a trybunał uznaje naruszenie praw człowieka. To wszystko oznacza, że Unia Europejska nie jest w stanie ograniczyć zagrożeń terrorystycznych, a kolejne niebezpieczne osoby łatwo mogą przenikać na terytorium EU wraz z kolejnymi falami uchodźców. Jeśli takie państwa jak Polska przeciwstawiają się tzw. relokacji, to nie tylko ze względu na sprzeciw wobec dyktatu Komisji Europejskiej, ale przede wszystkim ze względu na nieistnienie skutecznej kontroli tych osób, czyli możliwość przyjmowania terrorystów ukrywających się wśród osób przeznaczonych do relokacji. Od żadnego państwa nie można wymagać, by sprowadzało niebezpieczeństwo na swoich obywateli, jak bardzo wzniośle i humanitarnie nie uzasadniano by polityki relokacji.Na koniec kilka cytatów z Oriany Fallaci na temat tych, którzy stanowią ogromny problem dla Europy, a mogliby także dla Polski. I nie chodzi tylko o terrorystów.
Oni wcale nie są Europejczykami. Nie wolno ich uważać za Europejczyków, przynajmniej w takim znaczeniu, w jakim nas nie można by traktować jako muzułmanów, gdybyśmy mieszkali w Maroku, Arabii Saudyjskiej czy Pakistanie, będąc tam zameldowani czy mając tamtejsze obywatelstwo. Obywatelstwo nie ma nic wspólnego z narodowością. By stać się Anglikiem, Francuzem, Niemcem, Hiszpanem, Włochem czy Polakiem, to znaczy stać się integralną częścią pewnych dziejów i pewnej kultury, trzeba czegoś więcej niż tylko kawałka papieru, na którym napisano: obywatel angielski, francuski, niemiecki, hiszpański, włoski czy polski. Moim zdaniem, nawet ci, którzy mają obywatelstwo, są tylko i jedynie gośćmi, a w zasadzie uprzywilejowanymi najeźdźcami. (…) Ich protektorzy, to znaczy kolaboranci, zawsze gotowi są bronić ich na łamach gazet i uniemożliwiać sądom wydalenie. (…) Mężczyźni silni, gładko ogoleni, kobiety w ciąży, dzieci. A za nimi rodzice, dziadkowie, bracia, siostry, kuzyni i kuzynki. A my co? Mówimy trudno, gdy zamiast pracowitych ludzi, chcących na nowo ułożyć sobie życie, mamy często tułaczy, obwoźnych sprzedawców nieużytecznych rzeczy, handlarzy narkotyków i przyszłych terrorystów. Albo terrorystów już przeszkolonych czy mających odbyć takie szkolenie. (…) I cóż, mówimy: trudno, gdy stawiają, gdzie chcą, meczety. Trudno, gdy zawłaszczają całe dzielnice, a nawet całe miasta. Trudno, gdy zamiast odrobiny wdzięczności i lojalności domagają się prawa wyborczego, które, oczywiście, jest im hojnie przyznawane przez lewicowych posłów, wbrew konstytucji. I trudno, gdy w celu obrony wolności, musimy wyrzec się niektórych z naszych wolności. Trudno wreszcie, gdy Europa staje się, więcej, już się stała Eurabią.                                                                     

autor: Stanisław Janecki

Publicysta tygodnika "wSieci".      

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz