2015/07/02

Kara dla całego środowiska „GP” za pamięć o ofiarach katastrofy smoleńskiej

Dodano: 02.07.2015 [14:45]
Kara dla całego środowiska „GP” za pamięć o ofiarach katastrofy smoleńskiej - niezalezna.pl
foto: prezydent.pl
To chyba najbardziej kuriozalny wyrok w historii Strefy Wolnego Słowa. Sędzia Magdalena Kubczak z Sądu Okręgowego w Warszawie skazała wydawcę „Gazety Polskiej” za to, że zgodnie z faktami i nie naruszając żadnych umów, zamieścił na okładce filmu „Córka” nazwiska dwóch autorów Polskiej Kroniki Filmowej: Jana Strękowskiego i Pawła Banasiaka. Sąd nakazał przeproszenie ich na łamach „Rzeczpospolitej” i wypłacenie im po 30 tys. zł - czytamy w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennie".

Film „Córka” Marii Dłużewskiej to emocjonalna opowieść o pierwszych dniach po katastrofie smoleńskiej. Główną bohaterką dokumentu jest Marta Kaczyńska, która oprowadza widzów po mieszkaniu pary prezydenckiej i wspomina rodziców. Główne zdjęcia kręcone były tuż po katastrofie, a jeszcze przed pogrzebem Lecha i Marii Kaczyńskich, podczas pakowania ich osobistych rzeczy. W filmie wykorzystano wiele zdjęć, w tym archiwalny materiał Polskiej Kroniki Filmowej, którego autorami byli m.in. Jan Strękowski i Paweł Banasiak. Umowa pomiędzy wydawcą „Gazety Polskiej” a PKF zawierała wymóg zamieszczenia w końcowych napisach informacji: „W filmie wykorzystano materiały archiwalne Polskiej Kroniki Filmowej. Realizacja: Jan Strękowski, zdjęcia: Paweł Banasiak, dźwięk: Spas Hristov, współpraca: Mieszko Zieliński”. Taki napis znalazł się w filmie. Ponadto nazwiska znalazły się również na okładce płyty dołączonej do gazety pod hasłem „realizacja”.

To, zdaniem Strękowskiego i Banasiaka, naruszyło ich dobra osobiste. Ich tłumaczenia dużo mówią o 25-leciu polskiej wolności. „Czuję się niekomfortowo, że zostałem przypisany do pewnej opcji politycznej. Tracę możliwości zarobku, ponieważ jestem pomijany przy realizacji niektórych projektów” – przekonywał sąd Jan Strękowski. Obaj wskazywali przy tym, że fakt, iż znajdowali się na okładce filmu, przeszkodził im w możliwości zarobkowania. Jak twierdzą, Polski Instytut Sztuki Filmowej nie dofinansował jednemu z nich filmu o… Misiu Uszatku. Ich zdaniem wszystko przez to, że „GP” jest sprofilowana politycznie.
 
– Nie ulega wątpliwości, że obaj byli autorami fragmentów filmu. Niezwykle dyskusyjne jest naruszenie ich prawa do nazwiska tylko ze względu na wydanie płyty z filmem w sprofilowanym politycznie piśmie. W gruncie rzeczy prowadzić to może do wniosku, że każdy, kto ma coś wspólnego z „GP”, zostaje napiętnowany i ma przez to później w życiu kłopoty, jest wręcz wykluczony – mówi nam mecenas Sławomir Sawicki, reprezentujący „Gazetę Polską”. – Zadośćuczynienie jest nieproporcjonalne do skali domniemanych naruszeń, a ogłoszenia na pierwszej stronie „GP” i „Rzeczpospolitej” są niezwykle dolegliwą karą za tego typu zdarzenie – podkreśla Sawicki.
Zdaniem Tomasza Sakiewicza, redaktora naczelnego „Gazety Polskiej”, ten wyrok to kara dla całego środowiska „GP” za pamięć o ofiarach katastrofy smoleńskiej.
 
– Sąd nie ukrywał, że nie podziela naszego sposobu myślenia o Smoleńsku, że ten sposób myślenia uznaje za szkodliwy. To za to zostaliśmy napiętnowani i skazani na bardzo wysokie kary, wręcz groźne dla istnienia tygodnika – podkreśla Sakiewicz. – Jeżeli sąd coś chciał powiedzieć tym wyrokiem, to to, że zakazana jest pamięć o Marii i Lechu Kaczyńskich. Zakazane jest wspominanie tamtej ofiary – dodaje. Jak tłumaczy, w filmie „Córka” nie było żadnej tezy politycznej ani też żadnej teorii na temat tego, co się stało 10 kwietnia 2010 r. – Po prostu chcieliśmy pamiętać. Ta pamięć została przez sąd zakazana – mówi Sakiewicz.
O negatywnym nastawieniu sądu świadczy też fakt, że obaj skarżący, zostali zwolnieni z kosztów sądowych. „GP” zwróci się do wszystkich organizacji monitorujących wolność słowa w Polsce o stanowisko w tej sprawie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz