Reuters
Siedem aniołków w siedmiu trumienkach: Specjalny samolot zabrał je do Jerozolimy, gdzie pochowane zostaną w jednym grobie
Wielka tragedia! To była żydowska rodzina. Mieli szabas i nie gotowali, tylko podgrzewali jedzenie na podgrzewaczu. Ale podgrzewacz się zepsuł. Było zwarcie i wybuchł pożar. Siedmioro dzieci zginęło. Przerażona i zszokowana matka bezradnie patrzyła na płonące mieszkanie i dym buchający z okien, nie mogąc pomóc dzieciom, krzyczała z bólu!
Cienkie głosiki płaczliwie wołały o pomoc. - Mamusiu, mamusiu, pomóż nam! Ratuj! Wszystkim, którzy słyszeli te pełne przerażenia i desperacji wołanie, krwawiły serca. Gdy w nocy z piątku na sobotę śmiertelne piekło obejmowało już cały dom na Brooklynie. A matka - nie mogąca sforsować ściany ognia i dymu, dzielącą ją od siedmiorga dzieci - też zalewała się łzami. - Tam są moje dzieci! Wyciągnijcie je! Ratujcie je! - krzyczała.
Gayle Sasson była poparzona, zakrwawiona i przerażona, ale nie przestawała walczyć o swoje pociechy. Chwilę wcześniej razem z córką wyskoczyła przez okno na pierwszym piętrze domu przy Bedford Ave. na Brooklynie. Obie uratowały życie. I chociaż straż pożarna przyjechała już 3 minutach i 25 sekundach, na ratunek dla jej innych dzieci było Strażacy wynosili dzieci, jedno po drugim, wszystkie w spalonych, pokrytych popiołem ubrankach. Kładli ciałka na nosze i do karetek. I tak siedem razy. W pożarze zginęli: Yaakob (†5 l.), Sara (†6 l.), Moshe (†8 l.), Yeshua (†10 l.), Rivkah (†11 l.), David (†12 l.) i Eliane (†16 l.). Z rodzeństwa uratowała się tylko 15-letnia Tzipara. Podobnie jak matka, jest w stanie krytycznym w szpitalu.
Pożar, najbardziej tragiczny w Nowym Jorku od wielu lat, spowodował wadliwy elektryczny podgrzewacz. Część ortodoksyjnych Żydów w okresie szabasu, który trwa od zachodu słońca w piątek do zachodu słońca w sobotę, nie może zapalać ognia. Często więc włączają oni elektrycznekuchenki. Tak właśnie było w tym przypadku.
Z kuchni, gdzie na podgrzewaczu pozostawiono na noc jedzenie, ogień rozprzestrzenił się po drewnianej konstrukcji na cały dom. Klatka schodowa stała się nośnikiem żywiołu, odcinając drogę ucieczki śpiącym na górze dzieciom.
Gdy rozgrywało się piekło, ojciec rodziny był poza domem, na religijnej konferencji w synagodze. O tragedii dowiedział się dopiero kilka godzin po pożarze, bo w czasie szabasu ortodoksyjni Żydzi nie mogą używać telefonów komórkowych.
Rodzina Sassoonów osiadła na Brooklynie dwa lata temu. Przyjechali z Jerozolimy, bo Gayle Sassoon chciała być bliżej swoich krewnych. Zamieszkali w prawie stuletnim domu swoich rodziców, w którym się wychowała. Wczoraj na Brooklynie odbyła się uroczystość pożegnania małych ofiar pożaru. - One były tak niewinne. Wszystkie miały twarzyczki aniołków - mówił zrozpaczony ojciec. Następnie siedem trumienek poleciało do Izraela, gdzie wczoraj złożone zostały do grobu w Jerozolimie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz