Paweł Kukiz siedzi przy stole i bawi się żołnierzykami. Od pierwszej tury wyborów prezydenckich wyrosły mu wąsy Piłsudskiego. Ubrany jest w tunikę Aleksandra Macedońskiego, a na głowie nosi podobny do pieroga kapelusz Napoleona.
Na stole pomarańczowe żołnierzyki z Platformy Obywatelskiej: jest ich coraz mniej i stoją w coraz mniej karnym szyku. Nie widać dowódcy, chyba że jest nim kawalerzysta bez konia i z odłamaną nóżką.
Po przeciwnej stronie stołu niebieskie ludziki z Prawa i Sprawiedliwości aż rwą się do walki. Ostrza pik skierowane do przodu, podniesione szable, prawie słychać łopot pułkowych chorągiewek. Na czele dwie postacie z klocków Lego. Mniejsza, którą ktoś przypalił papierosem, wykrzywiła się i upodobniła do dzwonnika Quasimodo. I większa – z dumnie podniesionym plastikowym noskiem. Gdyby użyć lupy, można by dostrzec dołeczek w brodzie – jak u Kirka Douglasa lub Mariana Krzaklewskiego.
Kilka zielonych żołnierzyków z PSL leży na tyłach pomarańczowych. Wyglądają na pokonanych: schodzi z nich emalia, mają połamane miecze, a po kosie postawionej na sztorc pozostało tylko wspomnienie.
Obok ludziki jak z „Gwiezdnych wojen”: lśniące nowością skafandry, świetlne miecze i laserowe karabiny. Gdyby malutkiemu lordowi Vaderowi założyć garnitur, byłby z niego wypisz wymaluj malutki Ryszard Petru.
Oddziały Korwina symbolizuje leżąca w nieznacznej odległości od niebieskich kareta waletów.
Na skraju stołu poniewiera się kilka czerwonych żołnierzyków – powyginanych, brudnych i obślinionych. Jeszcze niedawno bawił się nimi pies…
– Obrona sycylijska – mruczy Kukiz, którego, odkąd pamiętał, nawet najgłupsi koledzy z klasy ogrywali w szachy. – Gambit królewski, roszada, szach i mat.
– Okrążenie, oskrzydlenie, uderzenie i frontalny atak! – woła Kukiz, pamiętając taktyczny układ na scenie: z tyłu perkusja, po prawej bas, po lewej gitara solowa, a na czele frontman, czyli on.
– Infiltracja – sprzeciwia się Quasimodo.
– Inwigilacja – chytrze uśmiecha się Petru.
– Zmylenie przeciwnika – mówi walet karo i dodaje: – Jeśli tego nie rozumiesz, to wszystko, co o tobie mówią, musi być prawdą.
– A co mówią? – pyta Kukiz i od razu gryzie się w język. Nie powinien okazywać słabości…
– Że jesteś nikim – odpowiada Korwin.
– Nikim – powtarza Kaczyński.
– Nikim, nikim, nikim… – mówią wszystkie żołnierzyki, nawet przeżuty przez psa Miller.
Kukiz patrzy, jak z kolan podnoszą się ludowcy, Platforma zwiera szyki, a PiS szykuje się do ataku. Jeszcze chwila i zjednoczone mrowie ludzików rzuci mu się do gardła. Kukiz wie, że musi uderzyć pięścią w stół i strącić z niego żołnierzyki. Zgnieść, zdeptać, zniszczyć, unicestwić…
Ale czuje, że nie może.
I nie potrafi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz