12-latek zastrzelił rówieśnika. Ojciec chłopca skazany na cztery lata więzienia
Katowice 12-latek śmiertelnie postrzelił kolegę w miejscowości Nieledwia Dwaj 12-latkowie bawili się bronią myśliwską, jeden strzelił, trafiając kolegę w głowę. Chłopiec zmarł. Wyrok usłyszał ojciec chłopca, który oddał strzał, równocześnie właściciel broni. Spędzi 4 lata w więzieniu. Ta tragedia wstrząsnęła całą wsią Nieledwia na Żywiecczyźnie. Dotknęła dwie rodziny 12-latków. Chłopcy mieszkali blisko siebie, przyjaźnili się i feralnego dnia bawili sztucerem. Zarzuty dla ojca 12-letniego chłopca, który śmiertelnie postrzelił swojego kolegę Ojciec 12-latka,... czytaj dalej » Obie rodziny srogo zapłaciły za niebezpieczną zabawę 12-latków. Jedna straciła syna, który zmarł od przypadkowego strzału. W drugiej właśnie zabraknie ojca - właściciela broni, który został skazany na 4 lata więzienia. To jemu prokuratura postawiła zarzuty nieumyślnego spowodowania śmierci oraz nieodpowiedniego zabezpieczenia broni. - Wyrok zapadł dzisiaj w sądzie rejonowym w Żywcu i jest nieprawomocny - powiedział nam Jarosław Sablik, rzecznik sądu okręgowego w Bielsku-Białej. Jak informuje "Dziennik Zachodni", sąd nie ujawnił uzasadnienia wyroku. Z dziennikarzem gazety nie chciał rozmawiać ani sędzia, ani obrońca. Nie wiadomo więc, czy będzie apelacja. Ojciec chciał wyroku w zawieszeniu Do tragedii doszło 2 listopada 2015 roku. Dwóch 12-latków bawiło się przed domem jednego z nich bronią myśliwską. Jeden z chłopców, syn właściciela domu i broni, postrzelił śmiertelnie swojego rówieśnika. Chłopcy byli przyjaciółmi. Mieszkali blisko siebie. Chodzili do tej samej klasy. Śmiertelny okazał się jeden strzał w głowę. Ojciec 12-latka jest myśliwym, broń posiadał legalnie. Jak ustalili śledczy, w chwili tragedii była nabita i znajdowała się w miejscu ogólnodostępnym. Według ustaleń śledczych strzelba stała w pokoju. Tymczasem przepisy nakazują posiadaczowi broni schować ją tak, by nie dostała się w ręce osób postronnych. Z początku ojciec nie przyznawał się do winy. Wg "Dziennika Zachodniego" ostatecznie się przyznał i chciał dobrowolnie poddać się karze w zawieszeniu. Na to jednak miał nie zgodzić się prokurator. U 12-latka, który nacisnął na spust, są rodzinny nie dopatrzył się objawów demoralizacji (http://www.tvn24.pl)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz