Dodano: 26.03.2015 [10:10]
Raport z liczenia łosi we wschodniej Polsce trafił do Ministerstwa Ochrony Środowiska. Po wynikach w województwie lubelskim wyraźnie widać, że liczba łosi będzie rekordowa. Populacja tych ogromnych ssaków rośnie z roku na rok i już dzisiaj jest najwyższa od czasów II wojny światowej.
Łosie mają się u nas bardzo dobrze. Służą im łagodne zimy, ale także wprowadzone w 2001 r. moratorium na ich odstrzał (zawieszenie polowań i całoroczny okres ochronny). Duża liczebność łosi to również problem. Wypadki drogowe i szkody w uprawach leśnych sprawiały, że w ubiegłym roku Ministerstwo Ochrony Środowiska rozważało, czy nie przywrócić odstrzału tych zwierząt. Przeciwko decyzji protestowały jednak środowiska naukowe i organizacje ekologiczne. Ich zdaniem poprzez nieodpowiedzialny odstrzał szybko może się okazać, że zwierzętom znów będzie groziło wyginięcie. Jako argument podawali m.in. to, że tak naprawdę nie wiadomo, ile łosi żyje obecnie w Polsce. Szacunki wskazywały na 14 tys., ale zdaniem ekologów liczba ta została zawyżona. Dlatego postanowiono zorganizować wielką akcję liczenia łosi w Polsce. Mimo że powołano zespół roboczy w Ministerstwie Ochrony Środowiska, który miał przygotować metodę liczenia, to ekolodzy zbojkotowali jego pracę.
– Na przełomie lutego i marca br. w całej Polsce odbyło się liczenie łosi. W akcji wzięli udział leśnicy, naukowcy, myśliwi, studenci, uczniowie techników leśnych. Oczywiście zapraszaliśmy również ekologów. Niestety przedstawiciele organizacji ekologicznych pojawili się tylko podczas liczenia w Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Lublinie – mówi nam Anna Malinowska, rzecznik prasowy Lasów Państwowych. Jak dodaje, dane dotyczące liczebności łosia są już w posiadaniu Ministerstwa Środowiska.
Do policzenia zwierząt zastosowano metodę próbnych pędzeń. Przez wybrane losowo tereny przeszła tyraliera obserwatorów, licząc widzianą zwierzynę. – Ta metoda została zaakceptowana przez ministerstwo i naukowców – podkreśla Anna Malinowska. W sumie przebadano 5 proc. terenów leśnych na wschód od Wisły. Akcja liczenia kosztowała ponad milion złotych.
Już wiadomo, że liczba łosi będzie imponująca. Tylko w RDLP w Lublinie naliczono ponad 5 tys. sztuk (w zależności od metody statystycznej podaje się liczby od 5080 do 5993). To oznacza, że jest ich dwa razy więcej, niż szacowano w 2013 r. Wtedy uznano, że łosi jest 2500. Rok temu liczbę szacowano na 2700. Już wiadomo, że jakiekolwiek byłyby to wyniki, to nie zostaną uznane przez ekologów.
Łosie mają się u nas bardzo dobrze. Służą im łagodne zimy, ale także wprowadzone w 2001 r. moratorium na ich odstrzał (zawieszenie polowań i całoroczny okres ochronny). Duża liczebność łosi to również problem. Wypadki drogowe i szkody w uprawach leśnych sprawiały, że w ubiegłym roku Ministerstwo Ochrony
– Na przełomie lutego i marca br. w całej Polsce odbyło się liczenie łosi. W akcji wzięli udział leśnicy, naukowcy, myśliwi, studenci, uczniowie techników leśnych. Oczywiście zapraszaliśmy również ekologów. Niestety przedstawiciele organizacji ekologicznych pojawili się tylko podczas liczenia w Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Lublinie – mówi nam Anna Malinowska, rzecznik prasowy Lasów Państwowych. Jak dodaje, dane dotyczące liczebności łosia są już w posiadaniu Ministerstwa Środowiska.
Do policzenia zwierząt zastosowano
Już wiadomo, że liczba łosi będzie imponująca. Tylko w RDLP w Lublinie naliczono ponad 5 tys. sztuk (w zależności od metody statystycznej podaje się liczby od 5080 do 5993). To oznacza, że jest ich dwa razy więcej, niż szacowano w 2013 r. Wtedy uznano, że łosi jest 2500. Rok temu liczbę szacowano na 2700. Już wiadomo, że jakiekolwiek byłyby to wyniki, to nie zostaną uznane przez ekologów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz