Psy szczekają, karawana jedzie dalej
Dodano: 24.03.2015 [17:48]
foto: arch.
Wybory większościowe, takie jak prezydenckie, mają swoją logikę. W pierwszej turze do walki o głosy przystępuje kilku kandydatów. Dla każdego z nich sprawą najważniejszą jest mobilizacja „twardego” elektoratu oraz pozyskanie nowych zwolenników. A zatem w kampanii nacisk należy położyć na budowanie własnego pozytywnego wizerunku. Trzeba przekonać wyborców do własnych kompetencji, programu, powagi na miarę urzędu prezydenta.
Druga tura, w której uczestniczy już tylko dwóch kandydatów, ma charakter plebiscytu. Wygrywa nie ten, kto ma więcej zwolenników, ale ten, kto ma mniejszy elektorat negatywny. Albowiem część wyborców głosuje nie dlatego, że kogoś szczególnie lubi, ale głosuje przeciwko konkurentowi.Nowych zwolenników w krótkim czasie już nie da się wielu pozyskać, natomiast można przekonać, że zwycięstwo rywala byłoby katastrofą. W tej turze nacisk należy więc położyć na wykazanie słabości rywala.
Mocne otwarcie
Taki jest ogólny schemat. Pojawiają się też elementy dodatkowe. Dla Andrzeja Dudy takim dodatkowym wyzwaniem było uzyskanie społecznej rozpoznawalności. Urzędującego prezydenta znają właściwie wszyscy. Przez blisko pięć lat poznali jego twarz, głos, nazwisko. Pretendenta znali tylko ci najbardziej zainteresowani polityką. I tę dysproporcję należało w jak najkrótszym czasie zlikwidować, żeby przejść do zasadniczej treści kampanii przed pierwszą turą. Wyzwanie to było tym większe, że główne media, a przede wszystkim ogólnopolskie telewizje, zdecydowanie wspierają rywala.
To pierwsze zadanie Andrzej Duda i jego sztab wykonali bardzo dobrze. Nazwisko kandydata Prawa i Sprawiedliwości zostało ogłoszone odpowiednio wcześnie, co dało czas, by się przekonać, że jest to kandydat poważny, a nie wyciągnięty w ostatniej chwili z kapelusza. Potem była świetna konwencja, pełna pozytywnej energii. A wreszcie konwencja programowa z podpisaniem umowy programowej.Tych wydarzeń nie dało się zignorować, a Andrzej Duda dał się poznać jako świetny mówca, człowiek o wysokich kompetencjach i kulturze.
Trwający właśnie objazd całej Polski jest niezwykłym pomysłem. Kandydat będzie we wszystkich powiatach, udowadniając, że zna całą Polskę, że nie boi się spotkań również tam, gdzie jego zwolennicy są w mniejszości. Pokazuje przy tym, że ma niespożyte siły. Buduje więc swój pozytywny wizerunek, który będzie wzmacniany debatami tematycznymi. Takimi jak białostockie spotkanie z młodzieżą czy spotkanie z rolnikami w Wysokiem Mazowieckiem.
Ciosy poniżej pasa
Ten wizerunkowy pojedynek to cała seria porażek Komorowskiego. Beznadziejnie nudna konwencja, z jeszcze nudniejszym przemówieniem. W dodatku czytanym mozolnie z kartki. Smętne spotkanie z prezydentami dużych miast, którzy mieli miny, jakby szli do dentysty. Potem był żenujący wyskok w japońskim parlamencie, po którym słowo „szogun” stało się synonimem obciachu, a generałowi Koziejowi zapewniło do końca życia zabawną ksywkę. Były też niesmaczne połajanki – coś o ubłoconych butach i weselu – pod adresem przeciwników. Wszystko to kompromituje hasła wyborcze Komorowskiego, czyli „spokój i bezpieczeństwo”. Są to zresztą jedynie hasła. Komorowski i jego sztab nawet się nie wysilili, żeby sformułować jakikolwiek program.
O ile urzędujący prezydent stara się unikać bezpośrednich ataków na swojego rywala, to jego otoczenie ma coraz mniej zahamowań. Nie udało się wykazać, że podczas konwencji Duda potajemnie korzystał z promptera. Nie udało się znaleźć w jego życiorysie żadnych haków. Sięgnięto więc po argumenty z sufitu. Choćby to, że kandydat PiS‑u był krótko w Unii Wolności. Był, i co z tego? Nie jest wstydem zmądrzeć i wybrać dobrą drogę. Wstydem jest zdradzić i potem opluwać swoich dawnych przyjaciół, jak to robią różne Miśki i Joaśki. A niejaki Lis przeszedł sam siebie, sięgając po argumenty antysemickie i język nagonki godny „Trybuny Ludu” z 1968 r. Co zresztą jest o tyle zabawne, że prof. Julian Kornhauser jest znakomitym poetą i polonistą, dawnym opozycjonistą i porządnym człowiekiem. Na tym tle teściowie Komorowskiego nie wypadają – delikatnie rzecz ujmując – najlepiej.
Im wyraźniej będzie widać brak pozytywnego przesłania u Komorowskiego, tym mocniej będzie rozkręcana kampania negatywna skierowana przeciw politycznemu przeciwnikowi. Można się spodziewać najbardziej niewybrednych i brutalnych ataków, kłamstw, pomówień. Panika w obozie PO jest bowiem coraz większa. Obawiam się, że nie można wykluczyć różnych prowokacji przy okazji objazdu kraju czy uderzenia w ludzi z otoczenia Andrzeja Dudy metodami z arsenału służb specjalnych.
Spokój i dobry humor
Co więc robić? Ano, robić swoje. Kandydat ma spokojnie kontynuować wyprawę Dudabusem. Jego sztab musi porządnie przygotować spotkania tematyczne. A zwolennicy grupować się w komitetach poparcia. Zaś wszyscy razem powinniśmy zachować spokój i doby humor. To bowiem najlepsza broń przeciw nadęciu i prostactwu.
Rzecz jasna, nie można pozostawiać bez odpowiedzi kłamstw i agresji. Ale nie to powinno być naszym głównym zadaniem przed pierwszą turą. Nie możemy dopuścić, żeby pyskówki i tematy zastępcze zdominowały przekaz medialny, przesłaniając to, co najważniejsze: pozytywny wizerunek i program Andrzeja Dudy oraz pustkę strażnika żyrandola.
I ja, i Państwo – Czytelnicy „GPC” – jesteśmy ludźmi zainteresowanymi życiem politycznym i świadomymi problemów naszego kraju. Pamiętajmy jednak, że dziś toczy się gra o zyskanie przychylności tej części wyborców, która polityką interesuje się tylko „od wielkiego dzwonu”. A swoją wiedzę na ten temat czerpie głównie z migawek telewizyjnych. Andrzej Duda nie powinien być kojarzony z agresją i walką na noże. Co prawda dyżurni funkcjonariusze telewizyjni są zdolni do preparowania najdzikszych kłamstw i bredni, ale po co dawać im preteksty?
Stronnicy Komorowskiego, prowadząc już teraz agresywną kampanię negatywną, popełniają błąd. Utwardzają swój i tak wystarczająco betonowy elektorat. Natomiast będą mieli problem z pozyskaniem nowych wyborców. Szczególnie tych, którzy całkiem serio chcieliby bezpieczeństwa i spokoju. My szykujmy ostrzejszą amunicję na drugą turę.
Chyba że Andrzej Duda wygra już w pierwszej…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz