Terlikowski, aborcja i narkotyki
Nie wiem, czy jesteście przygotowani na potężną dawkę super mądrości super katolika, dlatego radzę trzymajcie się mocno!
Wziął Terlik i tłitnął taki oto tekst:
„Narkotyki to codzienność wśród aborcjonistów. Kokainę oferowano niezdecydowanym na aborcję kobietom!”
i dorzucił do niego link do artykułu, który znajduje się na jego portalu. Nie wytrzymałam i postanowiłam podbić mu statystyki. Kliknęłam. Pomyślałam sobie, że jak zajdę w niechcianą ciążę, to ja chcę do tych aborcjonistów – połączę sobie przyjemne z pożytecznym.
No niestety. We wstępie czytam:
„Norma McCorvey, która – choć to jej historia doprowadziła do wymuszanie legalizacji aborcji we wszystkich stanach USA – sama po latach pracy w klinikach aborcyjnych przeszła na stronę pro life, ujawniała porażające fakty na temat strategii i życia aborcjonistów, pokazując, do czego prowadzi zabijanie nienarodzonych.”
Zmartwiło mnie to okrutnie. Norma raczej nie pracuje w Polsce. Poza tym może i wykosiła, lub przyłożyła się do wykoszenia setek (kto wie, czy nie tysięcy płodów), ale już się nawróciła. Od „mordercy” (bo tak zygotarianie nazywają aborcjonistów) szybko stała się bohaterką godną uświetnić portal Terlika. Do tego ktoś wymusił na Sądzie Najwyższym legalizację aborcji. Przystawiono sędziom spluwy do skroni?
Dobra, skoro już kliknęłam, czytam dalej:
„Jednym z jej najmocniejszych wspomnień z okresu pracy w klinice aborcyjnej A-Z, jest to, że pracowników ośrodka nieustannie szprycowano narkotykami.”
Kto? Jak? Na siłę? Przed rozpoczęciem pracy ustawiali się w kolejce po koks? Praca w klinice była przymusowa?
„Narkotyki trzymały nas na nogach w czasie dni pracy, a kiedy nie mogliśmy spać z powodu wspomnień pomagały zasnąć, one wreszcie podnosiły nas z łóżek, gdy nie byliśmy w stanie iść do pracy – opowiadała Norma McCorvey. I dodawała, że już choćby to pokazywało, jak nieludzką rzeczą jest aborcja. „
O ja piórkuję! Nawet działki do domu dostawali! Ciekawe, czy towar był kupowany na faktury? A nie łatwiej było zmienić po prostu pracę na mniej koksującą? I cóż za konkluzja! Ćpałam, co jest dowodem na to, że aborcja jest nieludzka. Zjadłam dziś parówkę, co jest dowodem na to, że weganizm jest nieludzki.
„Wielokrotnie stosowaliśmy narkotyki wobec pacjentek. Gdy młoda kobieta mówiła, „nie jest pewna, czy chcę „to” zrobić, my wiedzieliśmy, co robić – opowiadała McCorvey i dodawała, że proponowali dziewczynom kokainę.
Nie dość, że brali aby pracować, aby zasnąć, aby wstać, to jeszcze rozdawali na lewo i prawo chętnym pacjentkom. W piwnicach mieli produkcję koksu? Ale… Norma dodaje:
„Nie zawsze ją przyjmowały, ale jeśli ją wzięły, to czyniła ona cuda„
To ostatnie zdanie! A ja siedzę z deka wstrząśnięta i próbuję pojąć, co kobieta miała na myśli mówiąc, że kokaina czyniła cuda? Pacjentki rezygnowały? Bo gdyby decydowały się na zabieg, nie byłby to cud, prawda?
I na tym mogłabym ten tekst zakończyć, gdyby nie moja ciekawość. Tak, wiem. To pierwszy stopień do piekła, ale jako ateistka z wieszczonym mi na każdym kroku piekłem, zdążyłam się już z wizją piekielnych mąk oswoić. Podkusiło mnie (to na pewno był diabeł), żeby sprawdzić, kim była ta wspaniała Norma, której Terlik udostępnił miejsce na swoim portalu. Jak się szybko okazało, państwo Terlikowscy napisali o niej książkę, której fragmenty udało mi się przeczytać.
Amerykańska bohaterka (Panie – jeśli jesteś, ześlij nam taką samą!) w wieku dwudziestu trzech lat zaszła w ciążę. A że nie była gotowa na bycie matką, wystąpiła do sądu o możliwość pozbycia się płodu, który ponoć pochodził z gwałtu. Był rok 1970, stan Teksas. Aborcja była wówczas nielegalna. Norma przegrała. Urodziła dziecko i oddała je do adopcji. W 1973 zapadł wyrok w Sądzie Najwyższym, który zalegalizował aborcję w całych Stanach. Dziesięć lat później Norma zaczęła pracę w klinice aborcyjnej i była gorącą zwolenniczką ruchu pro choice. Przy okazji przyznała, że jej ciąża nie pochodziła z gwałtu. Było to zwykłe kłamstwo. Tak dla dodania pikanterii wspomnę, że żyła w lesbijskim związku i nieźle imprezowała.
Tak więc mamy uwierzyć, że Norma brała kokainę nie mogąc sobie poradzić z tym, że uczestniczy w strasznym procederze mordowania dzieci, choć okazuje się, że udzielała wywiadów, występowała w TV, nakręcono film na podstawie jej historii i napisano książkę. Norma cały czas przedstawiała się jako zwolenniczka pro choice i mówiła: „ludzie, którzy są przeciwko wyborowi, zmieniają się w terrorystów”. Czyżby Norma wciągała koks, bo lubiła a później, kiedy „zostałam uratowana przez Krew Baranka Jezusa Chrystusa” zaczęła bredzić w religijnym uniesieniu, że robiła to z rozpaczy? Raz już przecież okłamała – wcale nie została zgwałcona.
Aż w końcu obok jej miejsca pracy otworzyła swoją siedzibę organizacja pro life, której szefem był pastor. Nagabywał on Normę do tego stopnia, że w końcu się „odwróciła”.
A teraz cytat z książki Terlików. Tylko miejcie przy sobie chusteczki!:
Postawa McCorvey, jej nawrócenie i uzdrowienie także z homoseksualizmu, jest najlepszym dowodem na to, że nie ma ludzi straconych dla Boga i cywilizacji życia, że nie ma miejsca, z którego nie da się powrócić do Boga i ludzkich standardów moralnych. Potrzebna jest tylko modlitwa ludzi dobrej woli. Taka modlitwa konieczna jest także w Polsce, bo i u nas możliwy jest cud nawrócenia aborcjonistów. Oni wciąż jeszcze mają szansę odkupienia swoich win. A zadaniem ludzi wierzących jest im w tym pomóc. Nie tylko przez słowa, ale i modlitwę.
Popłakaliście się? Ja też. Ze śmiechu. Pal licho już to uzdrowienie z homoseksualizmu. Ileż można tłumaczyć, że to nie choroba? Zabawne w tym kontekście jest użycie sformułowania „ludzkie standardy moralne”. Ja mam niemoralne widocznie i do tego zwierzęce, bo chcę aby kobieta była traktowana jak człowiek, który potrafi myśleć, podejmować decyzje i odpowiadać za własne życie.
Skoro tylko modlitwa jest potrzebna, to niech dadzą sobie w końcu spokój z tymi ciągłymi próbami narzucana swojej woli, boskiej moralności, która wiele pozostawia do życzenia, traktowania inaczej myślących, jak nieświadomych półgłówków, i niech modlą się. Najlepiej o oświecenie. Wiara ponoć czyni cuda. Według Normy kokaina też.
Na zakończenie wróćmy do wiadomości Terlikowskiego na Twitterze. „Narkotyki to codzienność wśród aborcjonistów”. Tak się sieje kłamliwą propagand
ę. Jakaś kobieta, nie do końca wiarygodna, opowiada o swojej pracy (lata 80 i 90 ubiegłego wieku), do której nikt jej nie zmuszał, i do której była zupełnie przekonana, w której wraz z personelem podobno brała kokainę, i na tej podstawie wysnuwa się powyższy wniosek. Cholera, jakby tu pomóc Terlikowskiemu, bo nie wie, co czyni? My się niestety za niego nie pomodlimy. Na zakończenie wróćmy do wiadomości Terlikowskiego na Twitterze. „Narkotyki to codzienność wśród aborcjonistów”. Tak się sieje kłamliwą propagand
ę. Jakaś kobieta, nie do końca wiarygodna, opowiada o swojej pracy (lata 80 i 90 ubiegłego wieku), do której nikt jej nie zmuszał, i do której była zupełnie przekonana, w której wraz z personelem podobno brała kokainę, i na tej podstawie wysnuwa się powyższy wniosek. Cholera, jakby tu pomóc Terlikowskiemu, bo nie wie, co czyni? My się niestety za niego nie pomodlimy. /
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz