2015/07/06


Maciej Gajek

Maciej Gajek

Publicysta

Papież kontra polscy biskupi

06-07-2015 , ostatnia aktualizacja 06-07-2015 11:21
ZOBACZ ZDJĘCIA »biskupi, papież kolaż
 fot. Evandro Inetti/ZUMA Wire/Jacek Bednarczyk/PAP
Papież Franciszek na razie nie otworzył drzwi Kościoła homoseksualistom i rozwodnikom. Wyraźnie bada jednak grunt, a głównymi propagatorami zmian są niemieckojęzyczni duchowni. Linia podziału będzie więc przebiegać wzdłuż Odry, bo na liderów tradycjonalnej opozycji wyrastają polscy biskupi. Szykuje się polsko-niemiecka zimna wojna teologiczna.
W październiku w Rzymie kolejny synod biskupów o rodzinie. Na pierwszy rzut oka może to wyglądać nieco absurdalnie: kilkudziesięciu facetów, którzy nigdy nie mieli żony ani dzieci będzie debatować, co jest najważniejsze w życiu rodziny i na co pozwolić wiernym. Istnieje jednak spora szansa, że niemieckiej „opcji progresywnej” uda się coś ugrać, a w Kościele rozpocznie się trudny proces „aggiornamento” - czyli „udzisiejszenia”.
Sprawa łatwiejsza do przewalczenia to liberalizacja nauczania w odniesieniu do rozwodników. Dziś rozwodnik, którego pierwsze małżeństwo było zawarte w kościele, gdy wchodzi w następny związek, może czuć się z Kościoła praktycznie wykluczony. Rozpad małżeństwa uznaje się za grzech i dla Kościoła nie są istotne przyczyny. W tej samej sytuacji stawia się więc tych, którzy rozwodzą się „bo tak”, co zdradzanych, porzuconych czy ofiary przemocy domowej.
Jeśli rozwodnik chce pozostać we wspólnocie, może uczestniczyć we mszy, nie przystępując do komunii. Nie może też np. zostać chrzestnym ani członkiem rady parafialnej. Kościół wymaga ogromnego poświęcenia - w takiej sytuacji zaleca się bowiem „białe małżeństwo”, czyli powstrzymanie się od współżycia z nowym partnerem. Drogą naokoło jest proces przed sądem biskupim i uznanie małżeństwa za „nieważnie zawarte”. Nie istnieje nic takiego, jak „kościelny rozwód” - można jedynie uzyskać potwierdzenie, że małżeństwo kościelne w ogóle nie zaistniało, a więc mamy czyste konto. Podczas upokarzającej procedury po raz kolejny trzeba przed urzędnikami (tym razem kościelnymi) prać swoje brudy i wywlekać intymne szczegóły nieudanego pożycia. Cała ta kurialna (i kuriozalna) kołomyja jest tym bardziej niezrozumiała, że sądy biskupie nierzadko sankcjonują fikcję, za niezaistniałe uznając np. małżeństwa z 25-letnim stażem i przychówkiem w postaci trzech dorosłych synów i kilkorga wnucząt (tak, znam osobiście podobne historie).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz