Papież kontra polscy biskupi
Papież Franciszek na razie nie otworzył drzwi Kościoła homoseksualistom i rozwodnikom. Wyraźnie bada jednak grunt, a głównymi propagatorami zmian są niemieckojęzyczni duchowni. Linia podziału będzie więc przebiegać wzdłuż Odry, bo na liderów tradycjonalnej opozycji wyrastają polscy biskupi. Szykuje się polsko-niemiecka zimna wojna teologiczna.
W październiku w Rzymie kolejny synod biskupów o rodzinie. Na pierwszy rzut oka może to wyglądać nieco absurdalnie: kilkudziesięciu facetów, którzy nigdy nie mieli żony ani dzieci będzie debatować, co jest najważniejsze w życiu rodziny i na co pozwolić wiernym. Istnieje jednak spora szansa, że niemieckiej „opcji progresywnej” uda się coś ugrać, a w Kościele rozpocznie się trudny proces „aggiornamento” - czyli „udzisiejszenia”.
Sprawa łatwiejsza do przewalczenia to liberalizacja nauczania w odniesieniu do rozwodników. Dziś rozwodnik, którego pierwsze małżeństwo było zawarte w kościele, gdy wchodzi w następny związek, może czuć się z Kościoła praktycznie wykluczony. Rozpad małżeństwa uznaje się za grzech i dla Kościoła nie są istotne przyczyny. W tej samej sytuacji stawia się więc tych, którzy rozwodzą się „bo tak”, co zdradzanych, porzuconych czy ofiary przemocy domowej.
Czytaj także: Papież Franciszek i liście koki
Jeśli rozwodnik chce pozostać we wspólnocie, może uczestniczyć we mszy, nie przystępując do komunii. Nie może też np. zostać chrzestnym ani członkiem rady parafialnej. Kościół wymaga ogromnego poświęcenia - w takiej sytuacji zaleca się bowiem „białe małżeństwo”, czyli powstrzymanie się od współżycia z nowym partnerem. Drogą naokoło jest proces przed sądem biskupim i uznanie małżeństwa za „nieważnie zawarte”. Nie istnieje nic takiego, jak „kościelny rozwód” - można jedynie uzyskać potwierdzenie, że małżeństwo kościelne w ogóle nie zaistniało, a więc mamy czyste konto. Podczas upokarzającej procedury po raz kolejny trzeba przed urzędnikami (tym razem kościelnymi) prać swoje brudy i wywlekać intymne szczegóły nieudanego pożycia. Cała ta kurialna (i kuriozalna) kołomyja jest tym bardziej niezrozumiała, że sądy biskupie nierzadko sankcjonują fikcję, za niezaistniałe uznając np. małżeństwa z 25-letnim stażem i przychówkiem w postaci trzech dorosłych synów i kilkorga wnucząt (tak, znam osobiście podobne historie).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz